<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>
<rss version="2.0">
<channel>
<title>SZTACHETA.PUN.PL</title>
<link>http://www.sztacheta.pun.pl</link>
<description> SZTACHETA.PUN.PL</description>
<language>pl</language>
<docs>http://backend.userland.com/rss</docs>
<item>
<title></title>
<link>http://www.sztacheta.pun.pl/viewtopic.php?pid=49#p49</link>
<guid isPermaLink="false">49@http://www.sztacheta.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[rozdział IX - obraz<br />ernest staną przed dużym domem z pięknym ogrodem.choć ten budynke nie był tak duży jak dom tomasza to na pewno był łądniejszy.<br />był pomalowany intensywnie czerwoną piękną farbą.podjazd był uzypany białymi kamyczkami.ernest staną i zapukał do drzwi.<br />na progu staną ten sam mężczyzna co w sądzie.<br />-dzieńdobry , mam do pana sprawę - powiedział pedałek.<br />-dobrze , choć do salonu.- odpowiedział pawlak i weszli do domu.<br />skierowali siędo salonu , umeblowanego pieknymi meblami.<br />-już wiem o co chcesz mnie spytać i wiedz , żę to był akurat przypadek , że to stało się podczas twojej rzprawy- powedział właściciel domu.<br />-ale wiesz , że to było naprawe dziwne i podejrzane?- powiedział ernest.<br />-cóż, od keidy południe zaczęło nam grozić rozpoczą się obowiązkowy nabór do wojska wszystkich bezrobotnych i ja też musiałęm z wtym uczestniczyć-<br />-bezrobotny? to czemu&nbsp; masz taki piękny dom?-zapytał z niedowierzaniem pedałek.<br />-a no czasem coś rodzinka przyśle , czasem coś się znajdzie jakiś cenny kamyk w lesie...-<br />-jesteś poszukiwaczem&nbsp; diamentów?-<br />-nie , nie nazwał bym tego tak-<br />-słyszłem , że ten wypadek w sądzie był po przedawkowaniu leków , czy to prawda?-<br />-stuknij sie w głowę!pieniędzy mam coraz mniej i cieżko żyć . słyszalem o twojej historii więc miałęm okazje .zamówiłem<br />u szewca i krawcowej takie same rzeczy jak ty masz a nawet peruke sobie kupiłem.mi siękończą pieniądze i jeszcze do wojska<br />każą iść , więc udawałem ciebie by móc pójść do więzienia , a nei mieszkać tutaj na śmietniku i jeszcze w wojsku być.aby<br />nie pomyśleli że to było specjalnie na łóżku w sypialni ozstawiłem kilka pustych paczek po pigułkach na ból glowy.potem<br />jak odwiedzno mój dom stwierdzono , że przedawkowaem leki.<br />-to było.... calkiem chytre... , i napradę tylko tyle?-<br />-tak , nic więcej niż chęć znależenia sobie przyjemnej miejscówki w wieziennym lochu -<br />-jesteś chory!-<br />-cóż.. nie oceniaj ludzi póki ich dobrze nei poznasz - powiedział mężczyzna z tajemniczym uśmiechem.<br />-i teraz ja jestem znowu winny?-<br />-dziwna sprawa , bowiem sędzia zmienił zdanie i uniewinnił nas obu-<br />-jeżeli to wychodzi nam na krozyść bezwzględnie to powinniśmy się ieszyc i zapomnieć o tym-<br />-teraz juz nie znajde miejscówki w więzieniu.... -<br />-jesteś naprawdę dziwnym człowiekiem , a może sprzedasz ten dom i zamieszkasz w chociaż mniejszym to samowystarczalnym.-<br />-nie mogę , jestem tak zadłużony zę jakbym zprzedał to wszystko i tak pójdzie do banku .-<br />-hmmm.... może zamieszkac mu mnie przez jakiś czas przecież nie ważne od motywów to jednak uratowałeś mnie.-<br />-nie , póki mam mózgownice coś jeszcze wykombinuje-<br />-nie no jakbym patrzył w lustro!ale jak coś wiesz gdzie mnie szukać?-<br />-a myslisz że jak cię szpiegowaem aby cię dobrze udawać?-<br />-ty świnio-<br />-ja już musze lecieć na trening łuczników -<br />- to z Bogiem-<br />-no cześć - zakończył pawlak , a ernest wyruszydo domu . przypomniał sobie że 6 godzin temu kazałmaćkowi zanieść obraz do <br />jego domu więc czas mu się przyjrzeć.wszedł do meiszkania i zauważył pakónek na łóżku.najpier poszedł do szufladki i<br />wyciągną z niego świeczkę która zapalł by mógł cokolwiek widzieć.wzią obraz pod paczhę, zamkną drzwi na klucz i poszedł<br />do swojego ,,bióra&quot;.tu zostawił już drzwi otwarte.usiadł na krześle przy biórku i rozpakował worek.obraz przedstwiał na pierwszym planie<br />starego mężczyzne z rudą brodą siezącego przy biórku na krześle.głowę miał obruconą w kierunku oglądającego , prawa ręka<br />zwisała wzdłoż ciała , a lewa trzyłała na wysokości kolana kompas.tło było całe intensywnie czerwone jak ściany domu<br />pawlaka.całe dzieło było namalowane na płótnie , miał jednak jeszcze całość byłą dodatkowo obramowana drwenaną ramką i<br />z tyłu był zabity również deskami.ernest patrzyłsię na obraz&nbsp; zastanawiając sie co takiego cennego widzieli w tym włąmywacze.<br />zaczął jezdzic ręką po szorstikm płótnie czekając na natchnienie.drzwi zaskrzypiały&nbsp; i nieco się bardziej otworzyły.<br />ernest spojrzał za siebie lecz nic tam nie było.<br />-ach ty paranoiku , już zgłupiałeś a nawet jeszcze nie postarałeś sie dobrze zaledwie trzydiestka na karku - powiedziałernest i wrócił do rozmyśleń.<br />postanowił obejrzeć obraz od tyłu , lecztu nic rówież szczególnego nie było.choć nie był znawcą sztuki to na oko było widać<br />że obraz nie jest szczególnie stary ani piękny.rnest podniosł obraz i wrzasną z bólu - to drzazga z bramowania wbiła mu się<br />w palec . wypuścił z rąk dzeiło i tylne zabite deski pekły.pedałek żąłośnie rzuci się na ziemię i gorączkowo próbował przymocować<br />tylne deski z powrotem, lecz nie dało to żadnych skutków.wtedy zauważył coś co mu umknęło . z tyłu obrazu wypadłą mała<br />karteczka.pospiesznie rozwiną ją , lecz nie było tam żadnej litery. schował ją do szafki w biórku a obraz poszedł włożyć<br />do sypialni pod łóżko razem z deskami.kiedy zmęczony opadłna łóżko z kuchni rozległ się hałas tłuczącego sie szkła i stuki.<br />.jak błyskawica wpadł do pokoju lecz nikogo tam nie było&nbsp; . ernest wtedy spostrzegł że roslinka sąsiadująca ze scianą magazynku jest stłuczona<br />razem z glinianą doniczką.zobaczył również bardzo dziwne ślady ziemi z kwiatka idące do drzwi- jakby but ale nieokońca.<br />ernest pamiętałjak azmykał drzwi lecz jakimś cudem zostały otwarte.któś zniszcył kwiatek i zdążyłjeszcze niespodziewanie uciec.<br />ernest zamkną drzwi i z niepokojem poszedł spać . <br /><br />DOM ERNESTA - PLAN<br /><br />!------------------------------------ ! <br />!2&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp;!&nbsp; &nbsp;4&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp;!<br />!&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp;!&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp;6&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp;3!<br />!&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; !&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; !<br />!&nbsp; &nbsp; --------------------------&nbsp; ------!&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp;<br />! 7&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; !<br />!------------- ----&nbsp; &nbsp; &nbsp;!-----------&nbsp; &nbsp;!&nbsp; <br />!1&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; !&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp;!<br />!&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; !&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; 6 !<br />!&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; 3!&nbsp; &nbsp; &nbsp; --------!&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp;<br />!&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp;2&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp;!&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp;!<br />!&nbsp; &nbsp;5&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp;!&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp;6 !<br />--------------------&nbsp; &nbsp;------------- !<br />&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; 8<br /><br />1.zlewik , piecyk i szufladki kuchenne<br />2.stół , lub w bióze bióko<br />3.doniczki ozdobne<br />4.łóżko<br />5.krzesło<br />6.szafy<br />7.lustro<br />8.wejście]]></description>
<pubDate>Sobota 21 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 21 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.sztacheta.pun.pl/viewtopic.php?pid=48#p48</link>
<guid isPermaLink="false">48@http://www.sztacheta.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[rozdział VIII - dzień rozprawy.<br />regularny żołnierz miasta carvahal&nbsp; był dobrze uzbrojony.nosił łuskata kolczugę sięgającą po kolana , czarny<br />heł z ostrym ,15 centymetrowym szpikulcem na czubku i czarne kozaki sięgające po kolana.uzbrojeniem była 2 metrowa włócznia.<br />do armi byli przyjmowani&nbsp; wszyscy chętni , a wykazujący się szczególna siłą lub umiejętnościami szli obowiązkowo.w eskorcie<br />właśnie takich dwóćh drabów ernest był prowadzony na salę sądową.przyprowadzono go na podium tak , że był na wysokości podium <br />sędziego tak ,że patrzył&nbsp; prosto w oczy .z prawej strony siedział jakiś staruszek w czerwonej szacie pełniący role prokuratora.<br />z lewej natomiast siedział&nbsp; w zielonej szacie jakub jako obrońća.sala byłą duża i mroczna pomalowana odcieniem czerwieni<br />przechodzącym w czerń i były tam wielkie okna.<br />-witam szanownych państwa!dziśejsza rozprawa będzie dotyczyć ernesta von P.!jest on oskarżony od dokonania zabójstwa , pobicia<br />ze skutkiem niemal , że śmiertelym , włamu i podpalenia.proszę szanownego prokuratora o zabranie głosu.- powiedział sędzia.<br />argumenty jakuba zdecydowanie przegrywały z oskarżeniami prokuratora.głos zabierali świadkowie fred , maciek , staruszek - lekarz,<br />panna młoda i nawet kalner zabójca.ernest miał jednak dla niego litość i nie powiedział o czarnym drabie , widział , że<br />lokaj miał jakiś problem i chciał go rozwiązać.to było napweno związane z zabójstwem łysego.<br />-pod światłęm owych zarzutów i po obradzie , wnoszę dal ernesta von P. kare dożywotniego pozbawienia wolnosci.-poweidział sędzia.<br />nagle na korytarzu rozległ się hałas , drzwi natychmiastowo otworzyły się na ościerz i wbiegł przez nie 35 letni mężczyzna z rudo - blond włosami.<br />miałna osbie brązowy kozuch , garniturowe granatowe spodnie.mimo takiego wieku na jego twarzu było widać zmarszczci.<br />męzczyzna miał przy sobie torbę zawieszoną na ramieniu.wybiegł na środek sali i klękną naprzeciwko podium sędziego.<br />-proszę mnie zamknąć to wszystko moja wina!ja to zrobiłem!-krzyczał tajemniczy mężczyzna.<br />-co?widziano wyraznie ernesta i nawet dawał dowody , że jest ernestem .- poweidział zaszokowany sędzia.<br />wtedy nieznajomy otworzył tornę i wyspyałz niej taką samą lnianą koszulę jaką ma ernest , takie same beżowe spodnie , takie<br />same stare trzewiki , takei same okulary i perukę wyglądającą jak czupryna ernesta.jako , że mężczynza sam się przyznał , <br />i tłumaczył , ze zrobiłto by wrobić ernesta za to co zrobił mu kiedyś , zamknięto go a prawdziwy ernest ostał zwolniony.<br />-co to za koleś , znasz go?- zapytał po rozprawie maciek.<br />-nie wiem kto to! pierwszy raz go widze! ta historia staje się coraz bardziej tajemnicza ~!-odparł pedałek.<br />-wiecie , zę komendant już sięprzebudził?-powiedział fred , i wszyscy pobiegli z kopyta do szpitala.weszli do dużego , kamiennego<br />budynku i portier skierowałich na trzecie piętro.<br />-dzieńdobry panie doktorze możemy porozmawiać z komendantem?- zapoytał się ernest.<br />-jeśli sie zgodzi - odrzekł doktor a tomasz pokiwał głową - no to prosze , ja wychodzę.-<br />-tomasz , jak się czujesz ?- zapoytał ernest.<br />-dobrze , poze tym ,ze głowa boli jak cholera.- odpowiedział komendant.<br />-czy ty wiesz ile szumu jest wokół twojej postaci?-<br />-a co , ktoś coś o mnie móił , obgadywał?-<br />- teraz skup się , czy pamiętasz co się działo zanim straciłęś przytomność?-<br />-tak ,ale to nie twoje sprawa!-<br />-może i nie moja , ale wszyscy w miście wiedzą o łysolu.-<br />-naprawdę?-<br />-jesteś w zagrożeniu i chyba nie zdajesz sobie sprawy w jak wielkim , a ja wiem najwięcej na ten temat obrazu i chce ci pomóc.-<br />-eh... nei pamiętam wszystkiego , pamiętam że łysy przyszedł do mnie by kupić obraz , ponieważ bardzo mu się spodobal, i<br />uważał że jest bardzo stary.potem nagle mój rozmówca podszedł do szuflady , otworzył ją , wyciągną nóz i sam się nim dzgną.-<br />-co?to najbardziej absurdalne wyjaśnienie tej sprawy , tam poprostu się dzgną?-<br />- tak , a potem do mojego pokoju ktoś wszedł , nie pamiętam kto , ale pamiętam , że chciałęm się bronić moją pałką.wyrwali<br />mi ją i walneli w gowę.<br />-można cie stresować , po tym zabiegu?-<br />-cóż.. jeśli trzeba...-<br />-bo wiesz , ja niestety nie rozumiem sam czemu to zrobiłęm , ale wpusciłem na wesele dwie osoby bez zaproszeń dlatego bo <br />mówiły , ze nie idą na bal tylko są interesantami do pana.-<br />-co!interesantami? jak oni wyglądali?-<br />-jedyna co pamiętam to to że byłto jakis facet i dziewczyna.-<br />-cóż nic z domu nie zginęło i to najważniejsze , nabił byś mi fajke?tytoń leży w szufladce . - powiedziałkomendant wskazując<br />palcem na szpitalną białą szafkę i podając fajke.<br />-i jeszcze jedno , kiedy był pan ostatnio w piwnicy?-<br />-nie wiem ja tam nie chodzę zbyt często , zagladam tam raz może dwa na tydzień-<br />-i nie widiał pan tam czegos ppodejrzanego , może coś słyszał podejrzanego?-<br />-nie , raczej nie , a dlaczego pytasz?-<br />- e tak po prostu , dla upewnienia się . o włąsnie1 mały sprawa&nbsp; chodzi o to że pana strych spłoną... hehe nietypowa sprawa....-powedizał niepewnie ernest<br />bo choc wiedział o dziwnym facecie któy się przyznał to wiedział że to on i jego zgraja to zrobiła i czułsię winny.<br />-co? juz ja im pokaże van bommela!-krzykna komendant i juz chciałsię zrywać z łóżka gdy poczuł okropny ból głowy i<br />natychmiat wróciłdo pozycji leżącej.wzią zapałke&nbsp; i zapalił fajke.<br />-czy pan coś wie czego my nie wiemy? bo my wiemy cos czego pan nie wie i mozemy się wymienic informacjami.-powiedziałz nadzieją ernest.<br />-w.. w... w... w.. wiecie ja chyba chciałbym wam pow.. albo wiecie nic nic jednak jak się zastanowie to nnie istotne.<br />-jeżeli to pana uspokoi to złapano już sprawcę pożaru-<br />-kto to?-<br />-jakiś szajbus , napewno go pan nie zna.-<br />-dobra , ja muszę wziąsc leki i pujść na zabieg więc już sie musimy rozstać-<br />-to odowidzenia-<br />-no idzcie z bogiem- pożegnał ich tomasz , a całą trójka wyszła ze szpitala.<br />-ja muszę iś wracać do karczmy , cześć- pożegnał się fred i odszedł szybkim krokiem do swojego interesu.<br />-maciek , gdzie schowaliście obraz?- zpaytal pedałek.<br />-u mnie w piwnicy w kamieniczce-<br />-ja i tak jestem już podejrzany , więc wsiadaj na swojego konia i przywiez mi ten obraz do domu , jak coś więcej ty byś<br />straciłniz ja.-<br />-uff... vałem się że tego nie powiesz . nareszcie kamień z serca ! bez przerwy myślałem że go ktoś zobaczy-<br />- hej , o czym rozmawiacie? - zapytał jakub rzechodząc akurat uliczką.<br />-o sporcie, pogodie... niec ciekawego - odpowiedział sztucznym tonem ernest.<br />-wiecie co , bardzo dziwna sytuacje . otóz jak przyszło do zbierania dowodów to okazał się że ten facet udający winego<br />kiedy doszło do włamu byłna nocnej straży , więc nie mógł dokonać przestęstwa.co więcej ten człowiek jest bezrobotny a <br />mieszka w wielkim luksusowym domu!-<br />-jak on się nazywa? <br />- chyba ernest pawlak , po co ci to? kolejny szajbowaty pomysł?-<br />-a wiesz gdzie on mieszka?<br />-zachodznia część centrum czyli jakieś dwie godziny marszu od twojego domu.ehh nie wiem po co ci to mówie - powiedzial uczony łapiąc się za głowę.<br />-dobra to ja lece.-powiedziałernest i odszedłszybkim krokiem.jakub poczyłsie bardzo głupie , ten ernest mógłcos nabroić.<br />tymaczsem okularnik chciał złożyć przyjacielską wizytę pawlakowi.tajemniczość jego osoby pasowałą do tego co sie działo wokół.<br />trzeba byłsiezapytać o co mu chodzi.]]></description>
<pubDate>Sobota 21 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 21 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.sztacheta.pun.pl/viewtopic.php?pid=47#p47</link>
<guid isPermaLink="false">47@http://www.sztacheta.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[rozdział VII - Ernest von włamywacz.<br />patrzyli się na dwór komendanta , był wielki i mroczny.<br />-jak przejdziemy przez żelazne , duże ogrodenie?-spytał maciek.<br />-choćmy z tyłu , tam jest żywopłot.-stwierdził ernest i trójka udałą się na tyły domu.<br />bez problemu rozszarpali żywopłot , i przeszli na drógą stronę.zaczęli się chicho skradać po podwórku.stwierdzili , żę podszepdna<br />im będize drabina.maciek skradał się do budki po nią.nagle wybiegł z tamtąd.<br />-uciekamy z tąd tam są.... - maciek nie dokońćzył , bo omało nie krzykną z bólu.<br />z budki wybiegły na warczące wilczury , i właśnie jeden ugryzł go w kostke.rudzielec przewróciłsię a psisko przygniotło go <br />wielkim cielskiem. i w furi szykowal się do kolejego ugyzienia.ernest nie wiedział co robić , ale fred widiediał.<br />-skup ich uwagę na sobie , zaraz przyjde.-powiedział katczmiarz i poszedł do stodoły.ernest wzią patyk , i rzucił nim w wilczury<br />bestie popatrzyy w stronę patyka , podbieglyu do niego , i zauważając że zostały oszukane rzuciły się na pedałka.bidak zaczą <br />uciekać , i wskoczyłna gruszę , a za nim powtórzył to maciek.<br />-ciszej głupie psiska!spać się nie da!-krzyknęł żona tadeusza przez okno.<br />wtedy wkroczył fred.był w zbroi z metalowego śmietnika aż po ziemię wystałąy mu tylko ręce i głowa.podbiegł do psów i pociągną je za<br />ogony.zwierzaki rzuciły się na&nbsp; nim , a on wbiegłdo budki , zwabiając tam psy i blkoując zbroją przejście ciekł zamyakjąc<br />szybko drzwi.<br />-fred.... szacun , nic więcej nie powiem.-stwierdził zszokowany ernest.<br />-siła barmana , a co!-powiedział triumfalnie fred.<br />złodzie wzeli drabinę , przystawili do wschodniej ścniany , i wspięli się do dachu.zobaczyli tam wcześniej już wybitą szybę<br />podczas trzeciego włamu. weszli do śrdoka , i odsapneli.<br />-jak wygląda ten obraz ernest?-spytał fred.<br />-tak.... y.... nei wiem.... szukajcie worka w kształcie obrazu.-powiedział pedałek.<br />nie dane im było długo się rozglądać.za dwie minuty ktoś wszedł na strych.wszyscy jak jeden mąż schowali się do pustego kufra.<br />ernest zrobił małą szczelinkę i zaczą wyglądać.<br />-kto to jest?-szepną fred.<br />-to kelner , ten który pracuje tu jako lokaj , i zobaczył mnie na miejscu zbrodni.-<br />stał tam mężczyzna w białej zapniane za guziki koszuli.miał długie czarne spodnie i blond włosy z domieszką czarnych postawione<br />na żel.rozejrazł się na korytarzu , potem zamkną drzy i przekręcił klucz w zamku.zapalił świeczkę i podszedł do kufra przyjaciół.<br />ernest byłjuż pewnien że są zdemaskowani , lecz kelner wybrał kufer obok nich.otworzył go i wyciągną z niego jakiś obraz.<br />wtem jakaś na czrno niczym ninja ubrana postać wyszła z pośród półek.<br />-co kombinujesz?-zapytał męski głos.<br />-nic, nic... upewniam się czy obraz jest.- powiediał piskliwym głosem kelner.<br />-mieliśmy się spotkać za godzinę. nie radzę za mną zadzierać , czy ty chciałeś zabraćo obraz?-spytał się człowiek w kominairce.<br />-nigdy by mi to nie przyszło do głowy!-powiedział prawie szeptm trzęsący się kelner.<br />-łżesz jak pies.-powidził spokojnym głosem tajemniczy gość . - tomasz kazał ci sprzedać go i masz t ozrobić czy chcesz czy nie<br />chcesz , rozumiesz pacanie!-powiedział już poddenerwowanym głosem.<br />-cóż , chyba nie byłdo końca świadom tego co robi , ale.... -<br />-zamknij się , mam tu dokument zapłaty i pieniądze , dawaj mi to , to przecież uczciwa transakcja , doceń to , że go nei ukradliśmy.-<br />-nie , nidgy!-krzykną kelner.<br />-coż , więc muszę go zabrać siłą?-<br />-opuść ten dom , albo zgłoszę was na policję.-<br />-dawaj obraz!-<br />wtedy kelner odłożył obraz na podłogą , i sięgną do kieszeni , po nóż.<br />-won mi z tego domu , już tu i tak mamy przez was kłopoty!- wrzasną lokaj.<br />-zostaw ten nóż jeśli ci życie miłe - powiedział zamakowany mężczyzna sięgając po katanę.<br />wtedy lokaj nagle pochwycił nałądowaną wcześniej kusze , wycelował w mężczyzne i bez zawachania strzeił.czarny facet nie <br />spodziewał się tego i myśląc , żę to tylko żąrty kelnera nie był nawet prygotowany na atak.strzała trafiła w żołądek , i przebiła<br />ciało biedaka na wylot.mężczyzna cicho upadł na ziemię.kelner odłożył broń , przyglądał sie jeszcze minute ciału , potem <br />zawlókł ciało do kąta , usiadł na skrzyni&nbsp; ernesta i urył twarz w dłonach.,, zabójca kelner.... ale cóż miałem innego uczynić&quot;<br />myślał lokaj.po 20 minutach zszedłze skrzyni , i udał sięna dół udając , że nic się tu nie stało.<br />-ok , spoczko !rozumiem ernest , żę to twoje klimaty no wiesz , te kłotnie , zabójstwa , takemnice , skarby , tarapaty, ale<br />to mnie nie ciągnie jakoś... wiesz ja chyba z tąd spadam-powiedział fred.<br />-mówiłem!ten obraz jest bardzo cenny -<br />-co teraz robimy ernest , zaczynam panikować!- gorączkował się maciek.<br />-bierzemy obraz ,i do mojego domu!- rozkazał ernest.<br />ernest i rudzielec podeszli do obrazu , i podnieśli go.postanowlili go znieść na dół po drabinie.nagle rozległ się huk.<br />to fred bawiąc sie dziwną maszną podobną do maszyny krawieckiej spowodaował jej eksplozje , i pożar.<br />-brawo!specjalne podziekowaania od policji!hmmm.... kto zabił łysola?może ta osoba co spowodowała pożar i dokonałą włąmu-<br />wrzasną na całę gardło ernest.<br />-ee..... sorka... , ale nie zapominaj kto was przed psem uratował!-powiedział dumnie karczmiarz.<br />-debil- skomentował ernest.<br />całą trójka zaczęłą ewaukacje.było słychać wrzaski i dzwięki krzątania się na korytarzu.maciek zaczą zchodzić pierwszy , a<br />zaraz za nim fred.drzwi otworzyly się z hukiem - to dwóch lokai i zona tadeusza wbiegli na strych.<br />-łobuzie , stój widze cię- krzyknęła 50 letnia , gruba kobieta.<br />ERnest był nakryty!ale musiał ratować przyjaciół . poczekał aż znajdą się 4 metry nad ziemią&nbsp; i popchną drabinę , a jej<br />użytkownicy wpadli bezpiecnie w krzaki ukrywając się zarazem.lokaj pochwycił kusze którą zabił zamaskowanego mężczyzne,<br />i wycelował w ernesta.<br />-stój , albo strzelam !- powiedział kelner mróżąc oczy od gryzącego dymu.ernest szybko podbiegł do lokatorów domu , bo<br />ogień zaczą zabierać się za okno i nie miałdrogi ucieczki.podniósł stojące wiadro z wodą do mycia podłogi , wylał ja na<br />drzwi trawione przez ognień , i wypchną mieszkańców domu za próg.kelner - zabójca , wybiegł z domu , po pomoc , a ernest<br />oddał się w ręce gubej damy.]]></description>
<pubDate>Sobota 21 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 21 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.sztacheta.pun.pl/viewtopic.php?pid=46#p46</link>
<guid isPermaLink="false">46@http://www.sztacheta.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[rozdział VI - jeden za wszystkich , wszyscy za jednego.<br />ZAczęło poadać. ernest biegł mokry do domu maćka.staną przed małą kamieniczką , wszedł do środka , na ostatnie , czyliu drugie <br />piętro i zapukał do domu maćka.okazało się, żę fred również tam jest. znajomi mieli się dogadać gdzie schowają pieniadze.<br />-będą leżały tu , pod tym kafelkeim kuchenny mjak coś.-poweidział maciek.<br />-nie mamy czasu do stracenia!-<br />-coś się stało?- zapytał karczmiarz.<br />-wiem już kto jest sprawcą całego zamieszania!-<br />-kto!- wykrzykneli chórem maciek i fred.<br />- pamiętam kiedy pierwszy raz po dwóch latach spotkałem sie z tadeuszem w karczmie gwiazda polarna.włąśnie wrócił z wojny.<br />wymieniali się z kolegami wrażeniami , opowiadali sobie jakie łupy zdobyli.ku zdziwieniu swoich przyjaciół tadeusz zrabował<br />tylko obraz dla kogoś . i tu rozmowa się przerwała , kamendant nie chciał wchodzić w szczegóły.potem na weselu miałęm sprawdzać<br />zaproszenia.pwne dwie osoby wpuściłęm bez niego , bo jak mówiły były ważnymi gośćmi kemendanta , i nei przyszli na wesele.<br />wpuściłęm ich , sam nie wiem czemu , nie umiałęm odmówic.kiedy tańczyłęm z tosią widziałem dziwną osobę w dziwnym kapeluszu.<br />miałą olbrzymią rózową suknie po ziemię&nbsp; , wenecką maskę zakrywającą twarz i wielki , brązowy kapelusz.to był dziwne.potem<br />tadeusz poprosził mnie , żebym poszedł po wino do pwnicy.na dole słyszałęm... dziwne szepty dochodzące z wszystkich ścian , <br />zrobiło się zmino , i jakoś ciemniej niż przedtem.pobiegłęm przerażony zameldować o tym komendantowi i potem znalazłem ich<br />na ziemi z lysloem.oskarżany o zabójstwo ne chciałem tego słuchać i wybiegłem.wtedy ktoś dokonał włamu na stryh.ukradł<br />dużo pieniędzy , zawiniętych płótno o takim samym kaształcie jak obraz.włamywać tamtego wiecozoru próbowano siejeszcze 2 razy.<br />potem obejrzeliśmy dowód , poszedłem do jakbuba , i tam zupełnie przypadkiem dowiedziałem się , że ten nowak jest mecenasem sztuki.<br />przypomniałąo mi się nagle to o czym nie chciałęm pamiętać , czyli kapelusz.taki sam kapelusz miał darko.wysnułem wtedy<br />hipotezę.obraz był przekazany , dla klekcjonerów.nimi pewnie yli tajemniczy goście.nowak dowiadując się o kupcach obrazu<br />przyjechal , by przebić ich cenę.wtedy oni zamordowali go i chcieli zmusić na siłę komendanta do oddania obrazu.uderzyli go <br />pałką po głowie by zemdlał , ułożyli całą scenerię tak jakby tomasz zabuł łysola i sam się uderzył pałką.sami zaś poszli po obraz<br />lecz , jak tam wszedlem i zrobił sie zgiełk , musieli przeczekać.kiedy wkońcu przyzedł ktoś na górę&nbsp; izobaczył slady włamania,<br />zrozumieli , żę ktoś ich ubiegłz kradzieżą.ale złodziej ukradł niewłaśćiwy worek.więc wtedy był dokonany drugi włam z ich udziałem.<br />skońćzył się niepowidzieniem , i przyjściem jakuba na górę.trzeci włam dokonał darko w pnownej próbie zdobycia obrazu.<br />-sam na to wpadłeś?- zapytał maciek.<br />-tak , ale nie móie , że moja teoria jest na pewno poprawna.-<br />-i co mamy teraz zrobić?-spytał karczmiarz.<br />-no koledzy złodzieje , czas na mały włam!- powiedział pedałek.<br />-czy ty chcesz powiedziać , żę my mamy razem... no wiesz.... tam pójść... i wykraść obraz?-spytał się z niedowierzaniem fred.<br />-skoro ten obraz jest tak ważny dla komendanta , łysola , kolekcjonerów , i darka , to nie mamy wyjścia.zresztą obawiam się<br />żę dziś może dojść do kloejnych włamań.nie mamy czasu do stracenia.-<br />-nie możemy tego powiedziać policji?- zaytał maciek.<br />-nie bo zabraliśmy dowód osobist łysola , przez co zniszczyliśmy poszlaki niezidentyfikowanego łysola i zaglądałem do księgi<br />jakuba co jest surowo zabronione.co więcej jakby się komendant dowiedzial , że ja wpuściłem tych kolekcjonerów.... musimy<br />zrobić wszystko na własną ręke!-powieział ernest.<br />-ale do tego trzeba się przygotować.-powiedział fred.<br />-wystarczy scyzoryk - włamywacz ktory mam zawsze przy sobie , zakłądamy kurtki i idziemy.-<br />-ale to przyestępstwo-powiedział karczmiarz.<br />-jeśli ten obraz wpadłby w ręce darka , to dopiero było by zagrożenie i to napewno większe niż mały włam.-powiedział pedałek.<br />-a wogóle wiesz jak ten obraz działą i czemu jest taki cenny?może on tylko chcą go sprzedać.-powiedział rudzielec.<br />-nawet gdyby to te pieniądze nie pójdą na domy dziecka i drogi.-<br />-cóż od tego jest przecież Tusk.a wogóle wiesz jak wygląda ten obraz?-zapytał fred.<br />-pełna improwizacja koledzy , ale jak coś mogę iść sam.-<br />-jak kumple jesteśmy zobowiązani ci pomóc , zresztą być może właśnei&nbsp; w naszych rękach spoczywają losy wielu ludzi-powiedział maciek.<br />-zakładać płaszcze , koiniarki jeszcze macie chyba te co rozdawali w stowarzyszeniu?-spytał ernest<br />-tak , to pamioątka , a maciek nie mógł jej wyrzucić , przecież dalej kradnie.-stwierdził karczmiarz.<br />-czekajcie tomasz tkwi w śpiączce lecz jego stam się polepsza , z dwa dni powinien się ocknąć , nie możemy z nim pogadać?-zapytał maciek.<br />-boje się , że już ktoś nas ubiegł z kradzieżą , szybko biegniemy -powiedział ernest.<br />-no to w drogę....-powiedział rudzielec.<br />koledzy i ubrali się , i mimo złej pogody pobiegli pod rezydencje tomasza.]]></description>
<pubDate>Sobota 21 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 21 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.sztacheta.pun.pl/viewtopic.php?pid=45#p45</link>
<guid isPermaLink="false">45@http://www.sztacheta.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Rozdział V - brakujące elementy układanki.<br />Była pochmurna niedziela.stan tomasza był stabilny , lecz pacjent przebywał aktualnie w śpiączce.łysol niestety umarł.Ernest<br />kierował się do tawerny ,,gwiazda polarna &quot;.xco ciekawe pierwszy raz maciek odwiedził tego dnia karczmę freda.<br />-ale kwas z tym weselem - powiedział maciek.<br />-już maciek mi wszysko opowiedział - pwiedział fred - nie ni , kto jak kto ale ty naprawde masz kolorowe życie heh-<br />-nie ma się z czego śmiać , to nie ty zawsze wpadasz w takie tarapaty jak ja więc nie wiesz jak się można czuć jako taki pechowiec - odpowiedział ernest.<br />-no żartuję , a tak wogóle wiesz kim był ten łysy?-spytał się karczmiarz.<br />-no tak!-Wykrzykna erenest , całkeim zapomniał, że zabrał jego dowód osobisty z kieszeni.wyciągną dowód z kieszeni i zaczą czytać.<br />-co to jest pedałek?-zapytał rudzielec.<br />-dowód osobisty łysego.- powiedział skupiony ernest.<br />-jak się nazywa?-spytał fred<br />-mariusz nowak , lat 53 , nic więcej się z tej karty nie dowiemy ,ale tu coś jest jeszcze , patrzcie!ile banknotów !-krzykną ernest<br />trójka policzyłą wszystko.<br />-mi wyszło 1000000 talarów.-powiedział fred<br />-mi 2000000 talarów .- odrzekł Ernest<br />-a mi też 2000000 , to razem daje 5000000 talarów!-powiedział maciek.<br />-hmm... dziwne , skoro przestępca zabił łysego , i próbował zabić tomasza , to czemu potem nie zabrał pieniędzy , chyba wiedział<br />żę mariusz ma ich tyle , nei przypadkowo zamach byłzamierony właśnie na niego.-powiedział fred<br />-ale mozliwe jest , że komendant próbował namówić łysego na przyjście z tymi ieniędzmi , potem zabił go na uboczu i aby<br />zmylić trop walną się pałką w głowę , żeby nabić sobie siniaka , i udawać , że cudem wyszedł z życiem , lecz uderzł się<br />tak mocno , że został ogłuszony.- podrzucił pomysł maciek.<br />-właśnie nie chcę , abyś miał rację maciek - rzekl Ernest. - ale muszę już iść , jakub ma do mnie sprawę , lece narka-<br />PEdałek wyszedł z tawerny , i po 2 godzinach był już pod zamkiem , pokazując przepustkę został wpuszczony , do części jakuba.<br />-hej ernest , przyszedłęś nareście!-powiedział historyk .<br />-tak jestem o co chodziło-odpowiedział pedałek siadając na sofie.<br />-wiesz , znaleziono cię jako pierwszego na miejscu zabójstwa , zobaczono cięjak trzymałeś nóż , miałęś ręce i budy w krwi.-<br />-oczywiście , że miałem , cala podłoga byłą mokra , dotykałem krwawych ran , i oglądałęm nóż!-<br />-są dwa wyjścia , albo tomasz zabił łysego , i potem sam chciał...-<br />-tak , już z fredem i maćkiem doszliśmy do takiego samego wniosku.-<br />-i wkrótce odbędzie się rozprawa w sądzie , i czy nie chcial byś abym był twoim obrońcą?studiowałęm też przez 2 laat prawo.-<br />-oni nie mają prawa , jestem niewinny.-<br />-o słyszę już kawa się zaparzyłą , zaraz wracam.-powiedziałjakub , wstał z fotela , i poszedł do kuchni po kawę.<br />Ernest wstał i zaczą się rozglądać po pokoju.był to mały pokoik na szczycie wieży , z mnóstwem regałow z książkami.Pedałęk zaczą<br />rozglądać się , lecz jedna książka przykuła szczegulnie jego uwagę.takiej grubej księgi nie widziałjeszcze nigdy.rozejrzał<br />się i podniósł książkęz półki.tytułjej brzmiał ,,spis ludności miasta carvahal rocznik 1211&quot; i nagle ernesta olśniło.<br />-m.. m.... m... gdzie jest m... - szeptałsam do siebie. - jest mariusz... noga , nokeh , nowak jest!mariusz nowak , lat 53<br />bankier i mecenas sztuki , kolekcjoner obrazów.to było to czego ernest szukał.szybko odłożyłksięge na miejsce , i niewinnie<br />usiadł na sofie.<br />-wróciłęm , mam&nbsp; kawę -powiedział jakub.<br />- a skąd jesteś pewny , że jestem niewinny?-zapytał ernest<br />-wyszedłeś wczesniej , i nie wiesz , ale tosia mówiła że ktoś jest na górze , poszlismy tam i nikogo ni było , ale znokną <br />olbrzymi worek papierowych banknotów ukrytych w papierze.zamkneliśmy drzwi , i poszilśmy.zauważyłęm , żę zostawiłem tam okulary<br />za pięć minut więc wróciłem się.kiedy tam wszedłem drzwi były wyrwane z awaiasów.powiedziłęm to wszytskim , więc staneliśmy<br />na warcie.nagle z olbrzymiego magazynku na strychu , za jego końca usłyszeliśmy dzwięk tłuczonej szyby.pobiegliśmy tam , ale <br />włamywacz zdązył uciec.to nei mogłeś być ty.-<br />-co!a jaki kształt miał ten worek?-<br />-taki płaski i prostokątny jak płótno na obraz.-<br />-dziwne , żę włąmywacz ukradłpieniądze , a mimo to dalej probował coś ukraść.-<br />-włąśnie , tą sprawe oddamy do rozpatrzenia detektowoi , ale on będzie mógł dopiero za tydzień-<br />-jakub daj mi szybko kawę-<br />-ale nei będziesz mógł po nie jspać ostrzegam-<br />-ty też-<br />-ale ja nie mogę , mam papiery do wypełnienia , i muszę to zrobić juz tej nocy-<br />-ja też mam coś do załatwoenia , daj kawę , muszę biec!-<br />-pedałek , czy wiesz coś o czym ja nie wiem?-<br />Ernestowi przypomniał się dowód , pieniądze , głosy , lcze lepiej to było to przemilczeć , on już wiedział jak zakończyć<br />tęniemiłą przygodę.<br />-nie , nic-<br />-napewno , lepiej mów , bo z dużych problemó zrobią się olbrzymie.-<br />-muszę lecieć - Ernest powiedział , wypił kawę , i pobiegł do domu maćka.Ernest wiedział najwięcej , ze wszystkich na temat<br />tego przestępstwa , i miał już hipotezę , która miała byż nieomylna.do jego planu porzebował tylko przyjaciół]]></description>
<pubDate>Sobota 21 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 21 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.sztacheta.pun.pl/viewtopic.php?pid=43#p43</link>
<guid isPermaLink="false">43@http://www.sztacheta.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Rozdział IV - wydarzenia sobotniej nocy.<br />Ernest siedział na ławce przed&nbsp; rezydencją komendanta , i czekałaż państwo młodzi przyjdą z kościoła razem z tłumem.dom był<br />ogromny.od strony dużych drzwi&nbsp; frontowych , budowla była 25 metrówym budynkiem z wierzami na rogach budwli.z llotu ptaka , było <br />widać , że budowla ma w samym centrum mały ogródek , niczym w rzymskiej villi.w domu znajdowała się również sala balowa ,<br />nic dzownego - w czasie pokoju tomasz pracowałjako policjant , a w casie wojny zamieniał się w mężnego dowódcę zbierającego<br />pokazne łupy.żona natomiast byłą kucharką w pałącu królewskim.róznież w utrzymaniu domu pomagała im dwójka pełnoletnich synów.<br />-dobra mój kelnerze , za 5 minut powinni się tu zjawić goście , wpuszczaj ich tylko za okazaniem zaproszenia.-powiedział<br />tomasz - dwóch pozostałych kelnerów pojawi się z gośćmi.-<br />i tak się stało , tłum zaczą się zchodzić , a Erest sprawdział zaproszenia.<br />-eloszka panie pedalski- rozległ sięznajomy głos.<br />-alagan!ty zostałeś zaproszony?-spytał Ernest.<br />-no a jak inaczej mogło być?-powiedział Wojownik pokazując zaproszenie.<br />minęło pięć minut sprawdzania zaproszeń , gości było już chyba z 80!<br />-Ernest!-rozległ się kolejny znajomy głos.<br />-maciek!- Ernest zauważył kto do niego móił , to był maciek , jego najlepszy kumpel ze stowarzyszenia.byłto rudny , krótko <br />zcięty chłopak starszy od Ernesta o 4 lata ,&nbsp; a konkretnie miał 32 lata.był nieco silniejszy od okularnikowatego kolegi ,<br />ale do alagana brakowało mu sporo.po tym jak stowarzyszenie całkiem upadło maciek musiał kraść na własną ręke jak Ernest ,lecz<br />ponieważ mieszkał na drugim końcu miasta nie widywali sięod roku.<br />-jakim cudem zostałeś zaproszony?-<br />-znajomości z panem młodym heh .- zaśmiałsię maciek , pokazał zaposzenie i przekroczył próg domu.<br />potem wszystko poszło gładko , po 3 minutach wszyscy byli już w środku , i Ernest postanowił pójść zameldować się tomaszowi.<br />-proszę czekać - rozległ się męski głos.jakiś 35 mężczyzna w garniturze z 20 letnią blond dziewczyną w białej sukni po kolana podbiegli do <br />Ernesta.<br />-zaproszenia proszę okazać-powiedział kelner<br />-człowieku , jeśli nie chcesz mieć kłopotów przepuść nas , jesteśmy ważnymi gośćmi , i zapomnialiśmy o zaproszeniu , pan<br />komendant bardzo na nas czeka.-powiedziałą dziewczyna.Ernest rozejał sięczy nikt nie patrzy.<br />-przechodzcie i jak coś weszliście tylnym wejściem i nie wiedziałem was ani nie wpuściłem.-szepną pedałek.<br />impreza rozpoczęłą się na dobre , na szczęśćie pedałęk tym razem bez problemu wydał pierwszy posiłek o 18.przy drugim o<br />20 też nie było problemu.równie gładko zapalił wszystkie świece o 21.po tym jak pomóbł sprzątacce wyczyścić wszystkie talerze<br />usiadł zmęczony obok maćka i zaczęli kumpelską pogawędke.kapela zaczęłą grać i każdy bez wyjątku został zaproszony do tańca walca.<br />Ernest tańćzył z&nbsp; najlepszą przyjaciółką panny młodej , kucharką freda , tosią.czranowłosa młoda dziewczyna co jak co , ale<br />taniec miałą niezle obcykany.Ernest yacy rozglądać się po sali , czy nie ma gdzieś tadeusza.nagle jego uwagę przykuła<br />pwena osoba.byłą w długiej , różowej sukni , weneckiej masce , ale najbardziej jego uwagęprzykuł dziwny kapelusz , założył<br />by się , żę wudział go gdzieś wcześniej , lecz gdzie?nie miał czasu na rozmmyślanie , bo od razu zaczynałmyliś kroki.po<br />tańcach zmęczone towarzystwo usiadło ponownie przy olbrzymim , długim stole , teraz przyszedł czas na wino.<br />-Ernest , skocz mi do piwnicy , po jakieświno , wytrawne najlepiej -<br />Ernest wszedł na zaplecze , i długim , tunelu tkwiącym w półmróku zchodził w dół.nagle zatrzymał się.miał wrażenie , że<br />coś słyszy.dzwięk wydawał się coraz wyrazniejszy im bardziej sie zgłębiał.Ernest ponownie sie zatrzymał.teraz dobrze słysał<br />że były to ludzkie szepty.dobiegały one z każdej ścany , podłogi , sufitu.Zrobiło się upiornie zimno.zbiegł na dół,i<br />staną a progu tonącego w mroku magazynku , wzią szybko kilka butelek i wybiegł z pżerażeniem na górę.znalazł się w sali<br />i zaczą rozglądać się za tomaszem , lecz w tym tłumie nie w sposób było go znaleść.zobazył jak maciek wstaje od stołu i podszedł do niego.<br />-maciek , gdzie komendant?-ERnest zapytał dysząc .<br />-poszedł do swojego pokoju -odpowiedział maciek<br />-dzięki- powiedział pedalek i pobiegłschodami na górę.<br />wszystko tutaj tonęło w półmroku , cały korytarz na górze.Ernest pocichu otworzył drzwi do pokoju generała.stało tu łożko<br />biórko i kilka szafek.paliła się świeczka.<br />-halo?tomasz?-ZAwołał Ernest.<br />nikt nie odpowiedział , otwrzoył drzwi i zagłębił się do pokoju , by sprawdzić czy komendant nie stoi na balkonie.nage poczuł<br />że pod butem coś chlupoce.spojrzal w dół i pobladł.leżał tam łysy 50 letni mężczyzna z trzema ranami w brzuchu ciętymi<br />nożem , a obok leżał tomasz&nbsp; z wielkim siniakiem na głowie , pałką w ręku , a obok niego leżał noż.<br />-komendancie , czy pan żyje??-krzyczał rozpaczliwe ernest <br />-panie Ermnest gdzie pan z tymi butelkami wina goście już....- to był kelner szykjący Ernesta ,wszedł do pokoju , i az wypuścił<br />na podłogę butelkę wina.<br />-żadnych pytań , pan go łąpie za nogi , ja pod pachy i znosimy na dół.zaraz wrócimy po łysego.-powiedział roztrzęsionym glosem Ernest.<br />żnieśli ciała na dół.od razu zebrałsiętłum gapiów.<br />-jest to jakiś lekarz?-krzykną Ernest.-<br />-tak-powiedział jakiś staruszek-jestem emerytowanym lekarzem.-<br />poszedł do łysola , i obejrzał jego rany , i razy tomasza.<br />-neistety łysy raczej nie żyje , a komendant jest w cieżkim stanie , radze zabrać ich do szpitala-powiedział staruszek , widziałeś<br />sprawcę zbrodzni?-powiedział staruszek.<br />-nie - odpowiedział Ernest.<br />-a jak były ułożone ciała?-<br />-grubas leżał po prostu na podłodze na&nbsp; plecach , tak jak tomasz .właśnie jeszcze komendant trzymał w ręku pałkę , a obok niego leżał nóż.-<br />-cóż mozliwości są dwie , albo komendant zabił łysego i uderzył się nieumiejętnie w głowę by nie było do niego podejrzeń, albo<br />zrobiła to pierwsza osoba , która widziałą ciała , czyli ty.-<br />-co?nei widzisz , że staram im ię pomóc , że wszystko was opowiedziałem&nbsp; , że nie jestem na tyle dobrym aktorem by móc udawać<br />takie uczucia spytaj się Alagana.-<br />-ja nie jestem świadkiem , nie chcę się w to mieszać .-powiedizłą alagan i pspiesznie opuścił tłum gapiów.<br />-sprytne posunięcie ernest , naprawdę profesjonalne.-powiedział staruszek.<br />-odczep się ode mnie dziadzie , a tak wogóle kto to ten łysy?-<br />-to jest ten , no.....-lekarz nie był pewien.<br />-czy ktoś zna tego łysego?-spytał się ernest lecz nikt nei znał odpowiedzi na to pytanie.<br />Ernest klękną i obejrzał rany łysola , i zobaczył jakąś kartę wystającą z jego kieszeni.to był dowód osobisty.PEdałek<br />niepostrzerzenie schował kartę do kieszeni i wstał.<br />-na co czekacie , zabierzcie ich do szpitala , ja idę z tąd - powiedział wściekły Ernest , rozpią białą koszulę , oderwał <br />z piersi różę i wybiegł z slai do domu.]]></description>
<pubDate>Sobota 21 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 21 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.sztacheta.pun.pl/viewtopic.php?pid=42#p42</link>
<guid isPermaLink="false">42@http://www.sztacheta.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Rozdział III - sztuka bycia ernestem<br />Ernest wszedł do baru zaspany , i zmęczony.mimo , że wcześnie się położył,to zanim zasnązajęło mu to z 4 godziny.<br />-oho dieńdobry pedałek , dopiero dwunasta, niemogłeś jeszcze troche pospać?-powiedział ironicznie fred.<br />-ech.. gdybyś wiedział co się wczoraj działo - wzdechną Ernest i zaczą opowiadać o wczorajszym dniu.Fred tylko się zaśmiał.<br />-hehe , zawsze wiedziałem , że wkońcu państwo zabierze sięza ciebie , i co mówisz , że masz ten trening o 14?-<br />-nie , przenieśli go jednak na 16 , jakoś zmienili plany czy coś tam...-<br />-no to może potrenujemy te kelnerowanie , miałeś wieczoram , ale możemy teraz skoro masz czas.<br />-dobrze tlko najpierw coś zjem , dziś wyjątkowo kawusia i szarlotka-<br />-E , tosia , zaprarz kawę.-krzykną doswojej kucharki , ktora była w kuchi.Ernest zjadł , zkromny posiłek , i zabrali się do<br />pracy.Fred przyniósł mu fartuch , by nadać mu troche wyglądu kelnera , zatrałdłonie i zaczą przemowę.<br />-to jest dość łatwe , trzeba mieć tylko nerwy ze stali , być przesadnie miłym i przekonującym . na razie idz dotamtego <br />stolika i odbierz zamówienie.-<br />Ernest podszedł do stolika , gdzie siedziała gruba matka z półrocznym dzieckiem.Pedałek staną i czekał na reakcje.kobieta bujała<br />dziecko.<br />-hmm.. hm.. - ZAkrząkną Erenst niecozniecierpliwiony.<br />-tak proszę pana coś pan chce?- zapytałą kobieta<br />-jestem kelnerem , czy zamóiła by coś pani?-<br />-nie... raczej nie! przyszłam tu tylko przewinąć dziecko.-odparłą spokojnym głosem kobieta.<br />-CO?albo pani coś zamaówia , albo wypad mi z tąd.-powiedział ostrym tonem zirytowany Ernest.<br />-niech pan sięuspokoi , dwie minuty i skończę.- <br />-prosze miz tąd wyjść , już!-krzykną kelner , a obrażona kobieta wyszła.Ernest podszedł dumny do Freda.<br />-i jak , może być?-zapytał<br />-nie będe mówił co zle , bo wszystko od początku było zle więc po prosru zabierzmy się do pracy,widisz tamtego dziadka?<br />podchodzisz do niego i mówisz ,,co dla pana podać&quot; , a gdybym powiedział nic , daruj mu , może potem by się jednak na coś<br />zdecydpwał , a dalej inproziwuj.-wytłumaczył Fred , tym razem poszło wszystko dobrze.już udało mu sięobsłużyć 6 osób prawie<br />poprawnie.<br />-Swietnie , jeszcze obsłuż tego grubasa i będziesz gotów.-<br />Erenst podszedł do grubasa wwieku około 25 lat.<br />-co podać szanownemu panu?-<br />-poposzę żeberka w miodzie , zupę po krolewsku i duże lody ,,kolorowa rozkosz&quot;-Powiedział grubas , a kelner poszedł zgłosić<br />zamóienie do kuchni.<br />- super!taki klient rzadko się zdarza , tyle kasy zarobimy na nim!-powiedział podekscytpwany fred.<br />minęło pół godziny , Ernest przyniósół grubasowi posiłek z kuchni.<br />-kelner!- krzykną po 10 minutach tłuścioch - prosze tu przyjść -<br />-tak słucahm-powiedział Ernest lekko zirytowany stosunkiem klienta do jego osoby.<br />-tu są mrówki panie&nbsp; , nie będe płącić za robaczywe jedzenie!-<br />-CO?nasze jedenie trzymamy w bardzo higienicznych warunkach i napewno żaden robak by się tu nie zalęgł.-<br />-o to co?-powiedział- tłuścioch wskazując na ziemniaki i surówkęz ogórków.-nie zapłące ani grosza za to dowidzenia , szczęście<br />że do sanepidu , was nie podam z litości.widzicie?nawet do zupy mi wlazły!-<br />-przepraszamy oana , ale zjadł pan już dwie trzecie , niech pan zapłaci choć pół ceny!-interweniował fred.<br />-mam przeczytać kodeks włąściciela restauracji restauracji?-<br />-bardzo nam przykro , już może pan iść i szczerze przepraszamy!-<br />-świetnie , i pamietajcie nigdy już nie zajrze do robaczywej nory!-i wtedy coś strzeliło Eresta.<br />-nech pan dokońćzy!-krzykną pedałek<br />-heh dowidzenia - powiedział grubas z zamiarem wstania<br />-niech pan poczeka , mam coś tu dla pana , to akyrat na mój koszt , smaczngo - powiedział Ernest&nbsp; i rzucił talerzem w twarz<br />klienta.biedny grubas upadł , a z jego kieszeni wysuną się mały woraeczek i wysypałsię z niego... zdechłe mrówki!Wtedy nawet<br />fred stracił cierpliwość<br />-won mi z tąd i nigdy mi nie wracać hamie!-krzykną pełęn furi karczmiarz , złapał za koszulę grubasa i wyrzucił go za próg.<br />-hamstwo w państwie-skomentował Ernest<br />-i kto to mówi nie wiele brakowało by nam uszed na sucho , szczęście ty po hamsku go potraktowałeś , kończymy na dziś , leć<br />na trening.- powiedział Fred i pedalek powolnym krokiem opuścił&nbsp; karczmę.<br />&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp;*********************************<br />-żołnierze!na glebęi 200 brzuszków na start , ja jeszcze musze omówić ważną sprawę - krzykną generał, i kontynuował<br />rozmowęz jakubem . po 10 minutah skońćzyli i generał wzią się za nas.<br />-ty adamiak , przynieś tarcze do strzelania z magazynku , klucz wisi przy wejściu.- rozkazał generał.<br />-Ernest naprawde!zostałeś łucznikiem?niezazdroszczę nocna warta codziennie!a wojownicy mają tylko treningi!-<br />-cóż poradzić.. nie jestem siłaczem.-<br />-ale napewno zasługujesz na bycie wojownikiem , chciałęś być łucznikiem?-<br />-powiem szczerze nie , ten pancerz gwarantuje śmierć jedną strzałą-<br />-wiesz co pomogę ci , wtedy ty mnie uratowałeś w krypcie , a teraz musze chcoć coś tak małego zrobić dla ciebie.-<br />-e tam.. nic takiego nie zrohiłem , miałem szczęście.-<br />-to zniewaga królewstkiego urzędnika!-krzykną jakub<br />-co? że co?-spytał zszokowany ernest<br />-cicho , pomagam ci - szepną i jakuib i kontynuował - wyzywam cię tu i teraz na walkę na żcyie i śmierć!-<br />-nie nie!-krzykną przerażony Ernest<br />-zamknij się , i bierz miecz , masz mie pokonać , ale tak aby m isię nic nie stało , będe udawać-szapną jakub i wyciągną miecz.<br />Pedałek pobiegł po miez do magazynu i zaczęli walkę , jakub po dwóch minutach przegrał.<br />-proszę o litość wielki Ernesście i przeprszam!-wrzasną historyk udają pokonanego.<br />-dobrze , dziś ernest zlituje się nad tobą , ale mam cięna oku - odrzekł ,,zwycięsca&quot;.Jakub podszedł do generała.<br />-dlaczego on jest u łuczników ja się pytam! to prawdziwa potęga , masz go natychmiast przenieść do wojowników!-powiedział historyk.<br />-on jest słabu , fat , że romański jest silny , jednak napewno by go pokonał skoro dał rade z tobą.-<br />-tracisz wspaniałego wojownika , wtedy się spotkaliśmy w mieście , i mówił mi że boli go nadgarstek , więc walka była nie uzciwa.-<br />-dobrze , powiedzmy , że ci wierzę. - wzdychną generał - Pedałęk , idziesz do domu , widzimy się jutro o 13 na treningu.-<br />Ernest szczęśliwy wróciłdo domu.]]></description>
<pubDate>Sobota 21 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 21 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.sztacheta.pun.pl/viewtopic.php?pid=41#p41</link>
<guid isPermaLink="false">41@http://www.sztacheta.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Rozdział II :czas przywdziać kamasze<br />pierwszą rzecz jaką zrobił ernest było wybranie się na targ.Tadeusz zlecił mu kupienie adekwatnego stroju dla kelnera , więc<br />Pedałek za kończące się mu pieniądze zakupił sobie eleganckie , czarne spodnie , bałą koszulę zapinaną na guziki i krawat.<br />wrócił powolnym krokiem do swojej siedziby. tak , to byłą bardziej siedziba niż dom poniważ ani trochę nie przypominało to<br />domu.włąściwie jakiś przechodzień mógł to pomylić ze stajnią (i tak się nawet raz zdarzyło).podupadający , słomiany dach,<br />ściany z starej , białej cegły posklejane cementem tylko w niektórych miejscach i spróchniałe drzwi. na podwórku stała<br />tylko taczka i kamienne&nbsp; studzienka , ale cóż więcej wymagać od domu złodzieja.Ernest przejżąłsię w popękanym lustrze , spluną na<br />ręke i odgarną do tyłu włosy.<br />-no!wykapany kelner!-powiedział sam do siebie wyraznie zadowolny z nowego wizerunku.jeszcze skoczyłna podwórko sąsiadki i<br />ukradł różę , którą przypią jak medal - miałą ona dodać mu trochę koloru i męskości.rozległo się pukanie do drzwi.był<br />to listonosz.wręczył kopertę Ernestowi , dosiadł swojego muła i ruszył dalej .Pedałek rozpakował list , no nie!tego się<br />nie spodziewał , list nadany był z koszar miasta carvahal.rozpoczęły się przymusowe rekrutacje bezrobotnych do wojska.<br />Erest pamiętał jak mężczyżni w ,,gwiezgdzie polarnej &quot; mówili coś na ten temat, więc jednak to prawda!Ernest leniwy z<br />natury , aż z wrażenia usiadł na stole i przeczytał list jeszcze 10 razy z niedowierzaniem.nie chciał iść do wojska , ale<br />było napisane , że za to grozi kara.zabranie miało odbyć sięnazajutrz o czwartej popołudniu w koszarach.Jednak Ernest <br />wciąż miał rozum , i pewny , żę jeszcze coś wykombinuje zasną na łóżku czytając ponownie list 25 razy.<br />&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp;*******************************<br />koszary były ogromną fortecą obok zamku.łucznicy patrzyli z wysokich wież na biednego Ernesta .przeszedł przez wielkie wrota <br />do środka na wielki plac.szedł za innymi rekrutami , aż doszedł na mały placyk , wyłożony kostką pomiędzy różnymi małymi budyneczkami.<br />siedizało tam kilkanaście osób i rozmawiali ze sobą.<br />-baaaaaczność!- rozległ się krzyk.to generał wyszedł do rekrutów.był to wysoki drab w wieku około 40 lat.miał fioletową<br />pelerynę,niebieską koszulę , zielone spodnie i duży żelazny , ozdobiony czerwonymi piórami hełm na głowie.był umięśniony.<br />-witajcie. jak wiecie połudne zbroi się przeciwko nam.potrzebujemy więcej żołnierzy , a sokoro y bezrobotni nie macie nic<br />innego do roboty będziecie chronić miasto do czasu minięcia zagrożenia.każdy z was dstanie 60 talarów na koniec zamieszania.<br />ponieważ w walce jesteście zieloni , zaczniemy od treningu który pokaże czy jesteście mężczyzni czy mięczaki.by uniknąć<br />nieporozumień mięczaki będą mięsem armatnim bądz będą służyć rycerzom na polu walki.mem tu miecz , będziecie się pojedynkować<br />i do pojedynków podchodzimy w kolejności alfabetycznej.JASNE?!-<br />- tak panie generale . - odpowiedzeli wszyscy chórem , i pojedynki się zaczęły.nie było to nic interesującego , ponieważ<br />walka nie byłą na śmierć i życie , a i wszyscy byli amatorami.<br />-następni na liście są :PEdałek!Romański!bierzcie broń i stawać na arenie.przeciwnikeim Ernesta był równi chudy jak on<br />szatyn , z króciutko zciętymi włosami.staneli na maleńkiej arenie uformowanej z kkilku cegiełem leżących na ziemi.<br />-Pedałek , słysząłem , żę jesteś lama i z tym złodziejem ksiąg to byłczysty fart , więc nie przedłużajmy tego i lepiej się<br />daj chyba , że chcesz się upokorzyćjeszcze bardziej.-powiedział szyderczo przeciwnik Ernesta.Ten jednak zignorował go<br />i walka zaczęła się.Ernest na początek trzymałsię z dala od przeciwnika , lecz on też nie chciał zaczynać więc Pedałek<br />zaczą powoli do niego podchodzić.Niespodziewanie , z kocim refleksem szatyn doskoczył do Ernesta i omal nie zadał mu ciosu<br />zabezpieczonym oczywiście ostrzem , lecz ten w ostatnim momencie zobił unik.Romański zaśmał się tylko i podszedł do<br />Ernesta.zaczeli walczyć niczym szeremierze , lecz w tej walce zdecydowanie wygrywał szatyn.po minucie ernest dostał<br />mieczem w brzuch i walka się skonczyła.<br />-lamer , coż więc będziesz czyścić buty i nosił broń dla takich jak ja heh.- zaśmiał się Romańśki.<br />-ech Pedałek , wojownika to z ciebie nie będzie , ale wierzę , że jesteś coś warte jak jeszcze tu niektórzy przegrani ,<br />potem jeszcze poćwiczymy strelanie z kusze . - powiedział wzdychając generał.<br />w tej konkurencji Ernestowi poszło dużo lepiej.zają czwarte miejsce w strzelaniu do tarczy na 9 osób.najlepsza piątka <br />otrzymała lekki pancerz , kuszę i kołczan strzał oraz parę kamaszy.<br />-dobrze , więc wojownicy mają stawiać się codziennie o 18 na treningi , a kusznicy , wy będziecie mieli nocne warty , dacie<br />odpocząć paru innym.oczywiście reszta generałów właśnie rekrutuje też innych.łuczników potrzebujemy jeszcze ze 400 , ale z<br />tym chyba nie będzie problemu.-powiedział generał i wypuścił gromadę d domu.<br />Ernest powilnym krokiem poszedł do domu , ten dzień był męczący.kiedy wrócił byla już dwudziesta i zapadał mrok.jeszcze jutro<br />miał trening o 14 więc musiał się pożądnie wyspać.]]></description>
<pubDate>Sobota 21 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 21 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.sztacheta.pun.pl/viewtopic.php?pid=40#p40</link>
<guid isPermaLink="false">40@http://www.sztacheta.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Rozdział I : spotkanie po latach<br />&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp;ROK PÓŻNIEJ<br />Był słoneczny dzień.Ernest kierwoał siędo ulubionego miejsca w mieście - tawerny gwiazda polarna. Stołował się tu od czasu <br />poprzednich wypadków. Od czasu historii ze złodziejem ksiąg miejce te stało siępopularne niczym Justin Bieber.Tego dnia<br />gości nie było mniej niż zwykle , czyli pełno.<br />-Sienka Ernest.- przywitał się fred - to co zwykle na śniadanko?-<br />-tak tak... choć zjadło by się tamtą kaczkę . -<br />Fred poszedł do kuchni i przyniósł Pedałkowi wędzonego pstrąga i kufel piwa.Ernest zapłacił koledze i poszedł w <br />poszukiwaniu wolnego stolika.ponieważ owego nie znalazł musiałsię dosiąść.jedyne wolne miejsce znajdował się obok typów<br />przy któych nikt nie chciał siedzieć.byli to wojownicy armi miasta carvahal. palili fajki , pili wódkę , i opowiadali sobie<br />historie.Ernest po cichu przysiadł się do towarzystwa i zaczą jeść . typom wyraznie to nie przeszkadzało , bo nawet nie <br />zauważyli i daliej rozmawiali.<br />-mówie ci stary , wojna jak nic , południe mocno się zbroi.-powiedział mężczyzna w zbroi do swoich odydwu kumpli.<br />-nie wierzę w to , oni są od wieków naszymi sojusznikami , to pewnie jakieś nieporozumienie , zresztą jak dyplomata wróci<br />wszystko się wyjaśni.-<br />-nie sądze , to może ta zemsta za zaatakowanie prowincji buntowniczej leżącej na ich terenach... lecz&nbsp; dali nam pozwolenie.-<br />-co jak co , ale warto było , niezle się nałowiłem , taka kasiora! z tego zrabowanego złota wychodzi 10000 talarów!.-<br />-a ja zrabowałem tylke klejnotów , żę to chyba bedzie 70000 talarów! a ty co tadzi złowiłeś?- zapytał mężczyzna który najmniej się z nich odzywał.<br />-wiesz , powiem ci , żę nic ciekawego... -<br />- a ten pakunek co go wynosiłeś , to co to było?-<br />-e tam nic takiego.. taki obraz , koleś taki mnie poprosił o niego , kolekcjoner.-<br />-i tylko go zrabowałeś?-<br />- wiesz co , lepiej się nie wtrącaj w sprawy , które cię nie dotyczą i módl się by ciebie nie dotyczyły. zresztą mam <br />pieniądze i wydaję niedługo moją curkę jadzię za mąż , za tydzień wesele , mówiłem wam?-<br />-jadzię? dzień dobry panie tadeuszu!-<br />-jejku&nbsp; , to ty ! nie poznałem cię!<br />Tadeszu nie był znajomym Ernesta , a raczej wrogiem do któego odczuwał respekt.zawszę kiedy jego stowarzyszenie dokonywało<br />napadów to on pierwszy ze swoim odziałem był na miejscu by opanować sytuacje.zawsze keidy patrzył w oczy Ernesta brała<br />go litość.on włąśnie uchornił pedałka przed więzeniem . przez niego Ernest musi kraść teraz po kryjomu by nie stracić<br />zaufania komendanta.tadusz spluną na ręke i podał&nbsp; w celu powitania Ernestowi . Pedałek poczuł się zkrępowany , ale<br />wychowanie nauczyło go , że lepiej w takiej sytuacji podać.<br />-Pedałek , Pedałek.. nadal funkcjonujesz pod ksywką lis?-<br />-przez to , że śledząc mnie zlokalizowałeś naszą siedzibę to już raczej nie .- powiedział wzdychając Ernest.<br />Starzy ,,znajomi &quot; zaczęli sobie opowiadać co stało się&nbsp; na wojnie tadeusza , a Ernest opwiedział&nbsp; o przygodnie ze <br />złodziejem ksiąg.<br />-wiesz co... naprawde wydobrzałeś prze ten czas i będzie to trwaćprzynajmniej do czasu kiedy nie skończą ci się pieniądze.-<br />powiedział uśmiechając się komendant.-<br />-ty też nie jesteś taki wkurzający jak kiedyś - wtem Ernest ugryzł się w język , co on wygaduje! ,, szacunku trochę dla niego<br /> , nie bądz pedałkiem Pedalek!&quot; mówił w myśliach.Tadeusz zaśmiał się tylko.<br />-wszyscy kryminaliści tak mówią kiedy mnie poznają jak człowieka , a nie tego sztywnego funkcjonariusza.wiesz co mogę<br />zapomnieć o tym co się stało dawno temu jeżeli zrobisz coś dla mnie.-<br />-słucham.-<br />-mógł byś być kelnerem na weselu mojej córeczki , bo wszyscy profesionaliści są zajęci. zapłace!-<br />-o tak , to będzie zaszczyt panie komendancie.-<br />wtedy tadeusz wyjaśnił mu wszystko co będnie musiiał robić , przygotować.<br />-to widzimy się w sobote mój kelnerze!-<br />-do soboty!-<br />Ernest miał szanse się zrehabilitować w oczach tak ważnej osoby!postanowił zacząć ćwiczyć już dziś , w poniedziałek<br /><br />Ostatnio edytowany przez Ernest Von pedałek (2013-07-03 21:47:31)]]></description>
<pubDate>Sobota 21 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 21 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.sztacheta.pun.pl/viewtopic.php?pid=39#p39</link>
<guid isPermaLink="false">39@http://www.sztacheta.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[ROZDZIAŁ VI - EXODUS<br />alagam zjawił się w samą porę , wyciągną olbrzymi miecz i dwoma ruchami&nbsp; zniszczył szkielety i pokruszył czaszki - tym <br />razem szkielety się nie odrodziły.<br />-idz z tąd darko , rdze ci!.- powiedział Alagam<br />-co?znowu na mnie nakapujesz i mnie w więznieniu zamkną?nie rozmieszaj mnie , teraz jesteś na mojej łasce , ale ja mam to <br />co chociałem !- odparł mag , uderzyłlaską w ziemię , ale Alagam zdązył uderzyć wcześniej mieczem w sufit , który zawalił <br />się prosto na kryminalistę przygniatając go.<br />-Alagam , skąd ty tu się wziołeś mój przyjacielu!-powiedział podekscytowany Ernest.<br />-ech... jestem zbyt słaby wiedziałem , że jesteś na tyle durny i nieodpowiedzialny , że tu wejdziesz tak jak mi się <br />wygrażałeś , wiedziałęm , że jesteś zbyt cienki&nbsp; w pasie i może cię coś złego spotkać , nie chciałęm , żeby mnie dręczyło<br />sumienie, i widze , że leipiej postąpić chyba nie mogłem . musisz mi wszystko opowiedzieć .- odparł z uśmiechem Alagam.<br />-pózniej , narazie musimy odnalezc jakuba i freda , on mówił , że ich tu uwięził.-'<br />i wyruszyli w poszukiwaniu więzniów , niedalej jak po pół godziny znalezli ich.<br />-ERNEST!nareście&nbsp; , któs przyszedł !-krzykną prawdziwy fred.<br />Alagam sięgną do kieszeni , wyciągną nożyk i otworzył nim kłodkę.<br />-nie!twój ulibiony nożyk się złamał.!- powiedział Ernest.<br />-to był jedyny sposób na słąmanie zakęcia.-wzdechną Alagam<br />Nagle w pokoju pojawił się... Darko <br />-Alagamie , czy naprawdę nie pomyślałeś , że mnie nie tak łatwo się pozbyc?-zaśmiał się mag.<br />-idzcie z tąd , a ja się nim zajme.-powiedział pwoli alagam wyciągając miecz.<br />kryminalista zaczął ciskać w Alagama piorunami z kamienia , lecz ten był zbut zwinny by mag mógł go trafić.DArko szybko <br />zrozumiał, że taka strategia nei ma sensu więc uderzył laską o ziemię wywołując mały wstrąs.Alagam potkną się , wtedy<br />mag poraził go błyskawicą.Alagan cicho stękną i upadł , a darko tylk szyderczo się zaśmiał.Ernest wrzasną i podbiegł do Alagama<br />-twój wybawiciel jest już tylko zimnym trupem , nie narażaj mi się to oszczędzę .- powiedziałz drwiną darko.<br />Ernest byłw sytuacji bez wyjścia.nie miał nawet broni , a miecz Alagana był za ciężki.nagle przyszedł mu do głowy pomysł , może<br />ryzykowny , ale nie miał wyboru.<br />-hej mistrzuniu magii , nie chciałem tego robić , ale patrz!- powiedział Ernest udając odwage i wyciągną z kieszeni stary pierścień który ukradł niedawno.<br />-stary pierścień , i co nim zrobisz?nie rozbawiaj mnie.- powiedział niemal śmiejąc się mag.<br />-nie poznajesz ? to pierścień druidów! twój przyjaciel.-<br />-to nie jest pierścień druidów kłamczuszku hehe.!-<br />-a widziałeś go kiedyś .- ten argument dotarł prosto do serca przestępcy , a jeśli Ernest miał racje?nie wolo mu było ryzykować więc też rozpoczą gre.<br />-a kiedy go zdobyłeś ?- powiedział Darko<br />-widać nie przeszukałeś biblioteki.-<br />-fakt , chowałem się przed widmem .-<br />-poddaj się i choć z nami , a nie użyje mocy pierścienia , co zgasiłęm cię cwaniaczku?- powiedział bradzo sztucznym tonem Ernest , bał się co teraz zrobić.<br />-puszcze was , a wy puścicie mnie i zgoda.-<br />-nie!-<br />-dorzucę naszyjnik ze smoczych kłów.- <br />na to Ernest czekał , mógł bezpiecznie przybliżyć się do maga.powolnym krokiem podchodził do niego. czarodziej wyciągną ręke z naszyjnikiem<br />i wtedy Ernest szybkim ruchem sięgną do kieszeni po scyzoryk - włamywacz i wbił go w serce maga.Darko wrzasną z bólu , złapał się za serce i upadłna podłogę<br />pojękiując z bólu i mrucząc przekleństwa za chwilę dołączył do Alagana. Ernest patrzył na niego z niedowierzaniem - jak on mógł dać rade go pokonać bez przktycznie niczego!<br />-Brawo Pedałek ! - krzykną z radści Fred - nie wierze jak go pokonałeś !-<br />-w sumie ja też nie . - powiedział Ernest wciąż zszokowany.<br />-nie ma czasu! musimy szybko zabrać Alagana do uzdrowiciela , może jest jeszcze jakaś nadzieja ! - powiedział Jakub.<br />&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; ***********************************************************8<br />weszli na górę i położli Alagana na kanapie.Fred szybko pobiegł po apteczkę , a jakub i Ernest zmęczeni wleczeniem wojownika usiedli i w ciszy chwile odpoczęli.<br />Fred polał wodą twarz Alagana.<br />-aaaaaa! - Fred czemu mnie oblałeś , i gdzie jestem !- wrzasną zdezorientowany Alagan.całą trójka nie mogłą uwierzyć , żę on żyje.<br />-A.. A.... A.... Alagan?ty żyjesz?.- zająkał się Ernest.<br />-na tak teraz sobie przypominam , zanim będą jakieś pytania , to stary trick zakazany więc nie mówcie o tym nikomu , gdyby wiedział , że żyje dobiłby<br />mnie bez problemu, trzeba być chytrym za wszelką cenę heh . - powiedział zmieszany wojownik - Zaraz , Zaraz! jak wy żyjecie!.-<br />Opowiedzieli mu całą historię , a potem przetranspolotowali go do szpitala , żeby obejrzano jego rany , lecz historię opowiedziano tak jak ich prosił Alagan.<br />za głowe maga&nbsp; otrzymali milion denarów i podzielili na czwórkę . Ernest pozpłacał długi , jakub ulepszył swoją pracownie , fred za te pieniądze zapłacił<br />jakubowi ,, łąpówkę ,, (polegałą na tym , żę jakub powiedział , żę te krypyty to fałśzywy alarm , nic tam nie ma . dzięki temu Fred zatrzymał knajpe w<br />centrum miasta) , a Alagam schowałw skarpecie na póżniej&nbsp; &nbsp;.]]></description>
<pubDate>Sobota 21 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 21 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.sztacheta.pun.pl/viewtopic.php?pid=38#p38</link>
<guid isPermaLink="false">38@http://www.sztacheta.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[ROZDZIAŁ V - CZŁOWIEK W MASCE SZKIELETA<br />ten tunel był dość krótki , prowadził do jakiejś małej komnaty gdzie ktoś stał.podszedł do progu sali i obejrzał ją .stał<br />tam Jakub i półtora metrówym kijem coś rysował na zakurzonej podłodze.sala miała wymiary około 12 metrow na 12 i wysokości<br />3 metrów , byłą tu niemal całkowita ciemność.<br />-Jakub , co ty tu robisz - krzykną ernest.<br />-co?kto? jej!to ty! kogo jak kogo , ale ciebie tu się nie spodziewałem wogóle - powiediał zdziwionym głosem.<br />-co tu robisz?-<br />-coś co ciebie nie interesuje .-<br />-mów mi , albo posmakujesz mojego toporu - powiedział groznie pedałek.<br />-oh , nie odzywaj się do mnie takim tonem .-<br />-gdzie jest Fred i co to ma znaczyć.-<br />-powiem ci , tylko zluzuj... i tak moja ofiara musi poznać swojego zabójcę .- powidział i uderzył lajką w ziemię.wtem nagle<br />zajaśnaiło swiatło , którego zródłem był Jakub.nagle przed Ernestem nie stał już jakub.jego oczom ukazał się naorawde <br />dzwiny widok.przed nim stał dwumetrówy drab w czarnym płaszczu az po kostki i eleganckim , kowbojkim kapeluszu.co więcej<br />był ubrany w koszulke rękawiczki ,butu i spodnie które były czarne z koścmi - dzięki temu wyglądał jak szkielet.na głowie<br />miał kominiarkę również we wzór szkieleta.wtedy mu sięskojarzyło - to byłten przestępca i zlłodziej zaklętych ksiąg.<br />-darko szkielet , znany pszestępca i złodzeij magicznych ksiąg - zaczą opowieść mężczyzna - urodziłęm się w biednej <br />rodzinie daleko od carvahal.zawsze chciałem być tym rządzącym , lecz nikt się ze mną nie liczył , nawet na uzbieranie <br />podręczniki do szkoły moich rodziców nie było do końca stać , a ja sam byłem słaby.zacząłem kraść w sklepach jedzenie<br />by ulżyć rodzicom . kiedy pytali skąd to mam zawsze mówiłem , żę po prostu mnie poczęstowano albo za to , zę pomogłęm<br />w sklepie.dzięki temu zacząłem sie stawać perfekcyjnym złodziejem.wkońcu dokonałem włamu do rezydencji bardzo bogatego<br />księcia.dzięki ukradzionym pieniądzom poszedłem na unwersytet magii - chciałęm być szamanem.jednak to szybko mnie zaczęlo<br />nudzić.zacząłem interesować&nbsp; się magią bojową.po kradzieży księgi z zakazanymi zaklęciami zastałem wydalony z uniwersytetu.<br />zacząłem się uczyć , sam zakazanych sztuk.potem rozposzcząłem podróż i z pomocą zdobytych już umiejętności kradłem nowe <br />księgi.kiedy nauczyłem się już prawie wszystkiego&nbsp; , zosatłęm nimalże mistrzem magii.kapłani , szamani , uzdrowiciele<br />mogli mi się tylko kłaniać.ale chciałem posostawić po sobie jakiś ślad na ziemi - stworzyć włąsne . dowiedziałem się , że<br />tu pod gwiazdą polarną odkryto system krypt.odrazu mi się przypomniała m isię legenda o tym , że gdzieś w grobowcach w<br />mieście carvahal jest ukryta najwiękasza moc.kamień , z któym jest się dosłownie nie do pokonania.trzeba tylko wiedzieć <br />jak uruchomić drzemiącą w nim moc przywracania uamrłych do życia.to było to czego mi brakowało więc wyruszyłem na <br />poszukiwania do carvahal.wiedziałęm też , że jestu tu ukryty pierścień druidów - przedmiot odberający moc , tylko on <br />mógł mi przeszkodzić więc postanowiłem go odszukać i zniszczyć.<br />odrazu mnie rozpoznano i zamknięto w najgorszym więzieniu w kraju.lecz dla mnie ucieczka z niego <br />to był pikuś.pod ochronnym zaklęiem wskoczyłem do jeziora lawy i bez problemu uciekłem strażom.lecz tera moje ciało jest<br />okropne , poparzone , wyżarte , poranione.dlatego nosze ten kostium szkieleta , on symbolizuje moje udręczone ciało.<br />potem zamieniłem się w freda , a prawdziwego usunąłem.porwałem freda , zabrałem mu knajpe , aby nie nabrano podejrzeń<br />rozkręciłem ten interes magiczną gęsią , myślisz , że dlaczego tak wam smakowała?<br /> potem zawarłem z tobą zakład , honor wielkiego maga mi nie pozwalał<br />na odrzucenie wyzwania.zamieniałem się w ducha , by odstraszać ekipę króla.matteo też bardzo mi pomógł.<br />-a gdzie fred ?-<br />-on mi się jeszcze może przyda tak jak jakub , siedzą w celi , dobrze , że tylko ty przyszedłeś , jesteś takim idotą , żę gdybym nie zniszczyl gargulców i golemów<br />z kopulastej sali nigdy byś się nie przedostał , a gdyby one mnie nei skaleczyły w nogą i nie krwawił bym przez całą drogę w piwnicy , też by cię tu nie było.lama jesteś po prostu.<br />-mam układ&nbsp; , ejśli mnie puścisz pójde swoją drogą a , policja nic się o tym nie dowie , ok?w przeciwnym razie będe musiał<br />cię pociąć na plasterki moim toporem.-powiedział ernest z uśmiechem pocierając ostrze toporu.wtedy przestępca wycelował<br />laską na jego broń i nagle żelazo z toporu zaczęło się topić.ernest szybko wyrzucił broń z ręki i spojrzał z przerażeniem<br />na maga.<br />-poczekaj spokojnie , aż skończe .- odrzekł darko i kontynuował rysowanie znakó na podłodze , a ernest nie miałnawet dość<br />odwagi by uciec.nagle rozbłysło niebieski światło i na środku znaku narysowanego przez kryminalistę pojawił się jakiś<br />przedmiot.był to mały kamień , na środku kanienia znajdowało się niebieskie światełko.darko podniós kamień i wycelował nim<br />na sufit , nagle wystrzeliła wielka , błękitna błyskawica.Pedałek zdecydował się jednak uciec.niestey mag odkrył jego<br />zamiary , uderzył laską o ziemię , a drzwi zostały zamknięte głazem.darko podniósł kamień do góry , i nagle wszystkie<br />szkielety z komnaty ożył i zaczęły podążać w kierunku Ernesta.pżerażony wciągną swój nóż i czekał, aż potwory podejdą.<br />wzią zamach i z zadziwiającą łatwością rozsypał jednego z nich , lecz tak jak widmo tak szkielet złożył się na nowo.<br />nagle zawalone kamieniem drzwi rozsypały się , a zza nich wyłonił się.... Alagan!]]></description>
<pubDate>Sobota 21 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 21 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.sztacheta.pun.pl/viewtopic.php?pid=37#p37</link>
<guid isPermaLink="false">37@http://www.sztacheta.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[ROZDZIAŁ IV - NOC WYZWAŃ<br />Ernest zbiegł na dół , wziął znad kominka miecz Freda - przecież wiedział , że nie może wchodić do krypty bez broni.Wszedł<br />do piwnicy i szybko odnalazł dziurę w ścianie , prowadzącą w ciemności . Wszedł do niej i znalał się w sali około 15 metrów<br />na 15 pełnej zagłębień w ścianach gdzie leżały kości.Poza tym nic tu nie było , żadnego przejścia. rozejżałsię i nagle coś <br />mu przyszło do głowy , rozkopał stertę słomy i.... tak!za nią znajdowała się małą dziura.Wszedł w nią i czołgając się w <br />wąskim tunelu doszedł wreście na jego koniec.tam była olbrzymia , okrągła sala .Naprzeciw dziury z której wyszedł ernest <br />znajdowały się wielkie wrota a za nimi..... złoty miecz zdobiony cudnymi klejnotami.ale oprócz tego dziwne były te 10<br />metrówe filary sięgające prawie do sufitu a na nich były podstawki.Spojrzał na podłogę , było tam mnóstwo pokruszonego<br />marmuru i pociętego żelaza.Ernest zaczą powoli zmierać w kierunku miecza . zauważył, że im bliżej jest miecza tym staje się<br />on mniej wyrazny.kiedy przeszedł wrota nagle krata zasunęłą się w ułąmku sekundy , a miecz całkiem znikną.wtedy ernest <br />zrozumiał - to była pułapka na intruzów.nagle sufit zaczą powoli opadać a krata opadać od góry do dołu , równo miernie z<br />sufitem.Ernest pomyślał&nbsp; , żę to koniec , sięgną do kieszeni w poszukiwaniu różańca , lecz znalał tylko wyżutą gumę.<br />prszyszłą mu do głowy myśl.że sufit opadł dopiero metr w dól , ernest wspią się szybko po kracie na wysokośc 15 metrów.<br />na góre zobaczył , żę przy opadającym suficie jest małą szczelina - nabił na miecz gumę i wypróstowując ręke w kierunku<br />szczeliny gumą zatrzymał koła zbate , a krata sama zaczęłą powoli opadać w dół wraz z ernestem.Był uratowany.rozejrzał<br />się po sali i zobaczył żelazne , otwarte drzwi w rogu sali.prowadziły one do jakiegoś obskurnego systemu piwnic pełnych<br />kości i mchu.Ernest po 20 minutach marszu zauważył, że znowu jest w okrągłej salil.spróbował jeszcze 5 razy i wszystko <br />zaprowaziło go do.wtem jego wzrok przykuł mały , ciągnący się ślad krwi , była chyba jeszcze świeża.postanowił pójść <br />śladem.pomysł okazałsię kapitalny , szybko przeszedłstare piwnice.kiedy wyszedł ku jego zdziwieniu ukazała się wielka sala<br />wysokości 5 metrów , szerokości około `50 i długości 100 . było tu bardzo jasno , ponieważ w przeciwieństwie do poprzednich<br />pomieszczeń poaliły siętu magiczne pochodnie.sala był ogromną biblioteką .naprzeciw ernesta , na końcu pokoju były <br />eleganckie schody prowadzące do stołu z książką i zakratowanego przejscie.książka była otwarta , napisane były tam rzędy<br />małych , bezsensownych&nbsp; słow w jakimś innym alfabecie.Ernest podszedł do krat i w tym momencie książka zaczęła świecić<br />bardziej.w jej kierunku zaczęły przylatywać ostre i metalowe przedmiety z całej sali.wtedy Ernest zrozumiał , że to jest<br />to biblioteka o której mówił mu Matteo.Jednak póki co nie było sięz czego cieszyć - z&nbsp; przedmiotów uformowała się ludzka<br />sylwetka . zaczęłą powolnym krokiem podchodzić do niego.Ernest korzystając z tego , że potwór był powolny czmychną na koniec <br />sali.tnąca sylwetka , zmieniłą kierunek kroku i zaczęłą iść za nim znowu.Cóż nie mógł wiecznie uciekać , wyciągną miecz i<br />czekał pewny siebie aż widmo sięzbliży patrząc na nie z pedełba , i zadał cios . kiedy miecz uderzył widmo&nbsp; rozbryzgną się<br />na malutkie częsteczki , którym za chwile potwór uzupełnił swe ciało o nowe elementy.wtedy pedałek pobiegł do piwnic lecz <br />nagle poczuł jak coś szarpie go za pas.to widmo zaczęło przyciągać metalowe elemnty paska.Ernest szybko odpią pasek <br />ktory skończył jak miecz. następnie widmo wciągnęo jego okulary i ernest już prawie nic nie widział.co gorsza widmo<br />poczęło przyciągac żelazną ramę drzwi i gruzy zawaliły jedyną drogę ucieczki.Ernest spostrzeglł , że demon nie wciąga<br />ksiązek mimo że miały złote zdobienia na oprawkach.nagle go natchnęło - szybko podbiegł do żelaznego kufra z książkami i<br />słował się w nim.widmo zaczęło podążać za nim.to mogłą być najgorsza decyzja w jego życiu , lecz innego wyjścia nie było.<br />kiedy metalowy stwór byłjuż pięć kroków przed nim , ernest wziął głęboki oddech , zamkną oczy i czekał.... , lecz widmo<br />przed strzynią się sarzymało i skierowało głowę na pedałka.pot, a on zasłoniłsię tylko książkąem ernest poczuł jak coś ciągnie go za szyję - to potwór<br />zaczął przyciągać jego medalion.gdy łancuszek się zerwał i dołączyłdo miecz i paska , ernest dostał szału.ten mealion<br />był jego rodzinną pamiątką , którą nosił ojciec , dziadek , pradziaek i prapradziadek.wtedy widmo wyciągnęło ręke w strone<br />Ernesta a ten zasłonił się tylko książką i był pewny to koniec.nagle usłyszał brzęk - to widmo kiedy dotknęło książke<br />straciło dłoń.no tak!potwór był strażnikiem książek , i aby nie zniszczyć zbiorów przy dotyce z książką rozpadał się<br />a książka zostawała cała.<br />-żryj to , dziadu - wrzasną i cisną w widmo książką.<br />Rozległsię bardzo głośny brzęk i stwór rozpadł się cały.Nagle części widma zaczęły drgać i potwór złożył się w ludzką<br />sylwetkę znowu!Ernest chcąc wskoczyć do skrzyni przypadkowo zamkną klapę , któa byłą zbyt ciężka by ją otwrzyć.zaczął <br />uciekać pomiędzy regałami , lecz widmo zaczęło szybciej niż poprzednio sunąć się za nim.to nie miało sensu taka ucieczka ,<br />trzeba było na spokojne wymyślić&nbsp; plan.Z nadzieją , żę widmo nie umie latać zaczą się wdrapywać na regał.usłyszał trzask<br />to półka z książkami oderwałą się od ściany i zaćzęła spadać z ernestem.potem huk spadającej półki , brzęk rozpadającego<br />się widma - ernest zemdlał.<br />ockną się po 10 minutah . wygramolił się spod sterty książek .zobaczył szczątki stwora , lecz nie skłądały się zpowrotem.<br />no tak , że on wcześniej o tym nie pomyślał - kiedy widmo dotykało bez przerwy książek nie mogło się odrodzić.Ernest<br />podniósł siekierę z podłogi (która była wcześniej częścią stwóra) , podszedł do zardzewiałych krat , i rozcią je bez <br />problemu.powolnym krokiem opuścił bibliotekę i udałsię w długi , ciemny tunel.]]></description>
<pubDate>Sobota 21 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 21 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.sztacheta.pun.pl/viewtopic.php?pid=36#p36</link>
<guid isPermaLink="false">36@http://www.sztacheta.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[ROZDZIAŁ III - GEOGRAF<br />Rzpoczęła się kolejna noc zakładu , na dworze zbierało sięna burze , padało jak z cebra.Nagle rozległo się pukanie<br />-AAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!-krzykną Fred<br />-hahahahah wygrałem zakład - zasmiał się Ernest , lecz sam poczuł się zaniepokojony.poszedł w ciemnośc by zlokalizować <br />zródło pukania.Okazało się , ze to tylko Jakub pukał , chciał już tu urządzić swój przyczułęk badawczy zanim wprowadzi się <br />tu z całą ekipą.Karczmarz zaprowadziłgo do pokoju.Koledzy stwierdzili , że mimo , że to koniec zakładu w taką burzę Pedłek<br />nie może wracać do domu.Położyli się więc spać . Ernest czekał tylko na moment w łóżku kiedy burza ucichnie , nawet nie<br />zauważyłjak zasną.kiedy się obudził deszcz ucichł , a Fred znikną z łożka.Ernest zaczą się rozglądać po domu pocichu by nie<br />obudzić Jakuba.wszedł do sali z fortepianem i wygasłym piecykiem , obok którego była biblioteczka i stały wygodne fotele.<br />Nagle coś zaczęło świecić w sąsiednim pokoju , światło zaczęło być coraz bardziej jaskrawe . nagle zatkało go - na progu<br />pokoju stałą świecąca na zielony sylwetka człowieka , tak jaskrawo , że nie dało się na nią patrzeć.Pedłka sparaliżował<br />strach - to był duch prawdziwy duch!zaczą się sunąć powoli w jego kierunku , a Ernest nie wiedział co zrobić.Nagle na <br />sworze błysnęło wręcz oślepiającą błyskawicą , Pedałek przemróżył oczy i nagle... zjawa zniknęła.pżerażony pobiegł do<br />pokoju Jakuba , by powiedzieć mu o tym . Z przerażeniem stwierdził że on też znikną.postanowił wyjść z domu i poprosić o<br />pomoc Alagana , lecz drzwi były zamknięte , a fred zabrał klucz.Wtedy przyszedł mu do głowy tajemniczy pokój na strychu.<br />Stanąwszy przed nimi wziął głęboki wdech i otworzył drzwi nożykiem.w tym pokoju stało biórko i mnóstwo kartek .<br />-kto tam!-rozległ się głos<br />-kim jesteś-zaoytał ze strachem w głosie Ernest sądząc , zę to duch.nagle w pokoju zrobiło się jasno od pochodzi , którą<br />zapalił jakiś dziadek leżący w łóżku.<br />-kto tam?- ponowił pytanie staruszek<br />-jestem Ernest Von Pedałęk , kolega Freda zaprosił mnie tu i gdzieś znikną i&nbsp; ja widziałęm ducha .-<br />- a ja Matteo - i podał mu ręke - chyba z dużo wypiłeś piwa mój przyjacielu , bo żaden duch tu nigdy nie straszył i nie<br />straszy a przynajmniej mi nic o tym nie wiadomo.-<br />-widziałem go na własne oczy , też wcześniej nie wierzyłem - odparł już nieco spokojniejszym tonem Ernest - a co ty tu <br />robisz wogóle?Fred nigdy mi o tobie nie mówił i czemu siedzisz zamknięty?-<br />-jestem geografem i astrologiem , pisze mój tom na temat ciał niebieskich jeszcze nieospisanych przez nikogo które <br />wypatrzyłem sam dzięki tem nowoczensemu tekeskopowi własnej roboty - powiedział dumnie.<br />-ale czemu akurat tutaj w naszym mieście?-<br />-to zupelny przypadek.-<br />-matteo to nie jest lokalne imię , daleko się urodziłeś?-<br />-o tak!-wtedy wstał z łożka z założył czerwony szlafrok w neibieskie pasy , podrapał się po łysiejącej głowie i zaczą<br />opowiadać- urodziłem się bardzo daleko ,moja mama była pielęgniarką a ojciec wojownikiem.Zawsze przywoził mi nowe<br />opwowieści o tych dalekich lądach na , których walczył co mnie zachęciłó do podróży.poprawiłęm moje oceny z geografi<br />poszedłęm na uniwersytet i dostałęm zaproszenie na&nbsp; ekspedycje odkrywczą w okoliczne niezbadane góry.Wtedy moja mama'<br />zachorowała, prosiłą mnie abym został i jej pomógł jednak wolałem karierę.Wkrótce kiedy bogaty po wydaniu mojej pierwszej<br />ksiązkimiałem wrócić do domu lecz, moja mama już nieżyła . tak mi było wstyd , że bałem się pokazać ojcu więc mój majątek <br />wydałem na konia wóz i teleskop i ruszyłem na wyprawe.i tak los zaprowadził mnie tutaj.tanio wynajmuje tu mieszkanie<br />od pół roku i badam ruch ciał niebieskich .<br />-a czemu siedzisz tu zamknięty?-<br />-moja praca jest objęta tajemnicą , a kosmos badam dla ciekawości i z pasji a nie dla zysku nie lubie ludzi widuje się<br />tylko raz dziennie z fredem kiedy mi przynosi jedzenie , nistety pieniądze mi się kończą i nie wiem co będzie dalej.-<br />-moge ci dać u mnie mieszkanie za darmo.-<br />-nie , bo widzisz , Fred znalazł tam w krypcie jakieś dziwne symbole i powiedział , że jeśli to rozszyfruje podzielimy<br />się skarbem na pół i włąśne też tu siedze bo mam długi jęzor i sie boje - zaśmiał się.<br />-co?jakim skarbem o niczym mi nie wspominał.-<br />-bo widzisz to są księgi , księgi pełne wiedzy , wiedzy która w niewłąściwych rękach może doprowadzić do zniszczenia<br />więc nie chce jej upubliczniać by jakiś szaleniec nie wykorzystał jej w jego rękach.- <br />no tak wtedy Ernestowi naszły skojarzenia.zrozumiał , że fred coś kręci i aby się dowiedzieć co trzeba było zejść do krypty <br />osobiście.<br />-byłeś tam matteo?-<br />-byłem , ale to tylko mała salka z kośćmi , nic ciekawego , ale on wie coś czego ja nie wiem i nie chce powiedzieć.-<br />-świetnie , dziękuje bardzo mi pomogłęś , nie wiem jak się odwdzięcze , ale teraz musze iść.-<br />-a wiesz , mógł byś mi przynieść jakąś książke z biblioteki , może przygodową albo kryminał bo czasem mi się tu nudzi i tak<br />-<br />-nie ma sprawy , jutro z samego rana pogadam z fredem tak po przyjacielsku a tobie przyniosę książke , to dziękuje i <br />dozobaczenia.-<br />-no to ja wracam do łóżka - powiedział mędrzec , kładąc sie w pościeli.-<br />A Ernest zbiegł na dół.]]></description>
<pubDate>Sobota 21 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 21 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.sztacheta.pun.pl/viewtopic.php?pid=35#p35</link>
<guid isPermaLink="false">35@http://www.sztacheta.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[ROZDZIAŁ II - PIERWSZA NOC<br />Była za pięc północ , Ernest czekał na Freda pod drzwiami.<br />-dobrywieczór - rozległsię nagle głos karczmiarza.<br />-o myślałem , że się nie zjawisz , to co zaczynamy?-<br />-dobrze zasady są następujące , równo o północy wchodzimy tam ja zamykam drzwi na klucz i wieszam tu na wieszaku , kto z<br />nas pierwszy zdyga się , lub krzyknie przegrywa , czyli tak jakby kto pierwszy zobacyz ducha - powiedział z pżerażającym <br />uśmiechem.<br />Wybiła pólnoc , weszli do środka , Ernest zamkną drzwi i poszli do pokoju książek .Fred przestrzegł Pedałka&nbsp; by nie <br />wchodził do piwnicy , dyż tam jest przejście do krypty.Właśnie ukazała nam się pełnia księżyca<br />-Ach zrobiłem się głodny , pójde do kuchni coś zjeść za moment wracam .- powiedział właściciel domu i odszedł żwawym<br />krokiem w ciemność.<br />Ernest został sam , i zaczą czytać grubą książke.Nagle przypomniał sobie , że Fred nigdy nie pokazywał mu strychu , więc<br />z ciekawości , pocichutku wszedł do hallu i zaczą pocichu wspinać się po schodach . Na góze nic nie było co mogło zwrócić <br />jego uwagę oprócz jednych zamkniętych drzwi.Postanowił spytać się Freda co tam jest więc spowrotem zszedł na dół i skieował<br />się do kuchni.Fred powiedział mu , że tam jest tylko spiżarnia i nie ma co się tym interesować , lecz Ernest nie uwierrzył<br />mu.<br />&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; *****************<br />Była siódma rano , Fred przysną ze zmęczenia , duch nie dał żadnych znakó tej nocy.Ernest zaciekawiony tajemnicą <br />zamkniętych drzwi poprosił o rewanż następnej noc , lecz tym razem postanowił wziąść ze sobą swój scyzoryk - włamywacz.<br />Wychodąc po śniadaniu , usłyszał tętent kopyt , zza rogu wyłpnił się starszego wieku mężczyzna w fioletowej pelerynie i<br />błękitnej todze , i mnóstwem medali na klacie.Wątły jezdziec zszedł z wierzchowca&nbsp; , popatrzyłna Ernesta zza grubych szkieł<br />i zapytał<br />-Pan Fredward?-<br />-Nie , on przebywa aktualnie w domu -<br />-Jestem Jakub Mędrzec , historyk króla i dowódca dróżyny badającej stare wykopaliska , ruiny itp. , doniesiono mi o tym<br />że w tym domu podobno przebywa zjawa , to doskonale , nareszcie będe mógł napisać nową książke ,,zachowanie zjaw'' , ale<br /> musimy przejąć tą karczme w celu badań , a pana Fredwarda przeniesiemy tymczasowo do gościńca ,,łopata'' , więc mógłbyś <br />mu to przekazać , bo ja mam jeszcze spro spraw do załatwienia i mało czasu ?-powiedział brunet.<br />Ktoś musiał rozgadać o tym tylko kto... Alagan , no jasne , już ja z nim pogadam - powiedział w myślach Ernest i postanowił<br />złożyć mu wizytę.<br />-Dzięń dobry szanownemu Panu ale ja też spieszę , ale powiem mu to .-<br />Poszedł , opowiedział o tym Fredowi a następnie udał się do Alagana.Stanąwszy pod jego rezydencją zapoukał do drzwi , za<br />chwilę wojownik ukazał się w drzwiach<br />-O!Pedałek , czemu zawdzięczam tak wczesną wizytę ?- powiedział ziewając<br />-Czy to ty powiedziałeś królowi o tej zjawie ?-<br />-hmmmmm.... może.... ale jak coś tylko dla waszego bezpieczeństwa .-<br />-wiesz co to ja pójdę tam , ja tam póje już następnej nocy i obiecuje ci , że wejde do krypty .-<br />-Proszę wchódz sobie , mnie sumienie nie będzie dręczyc , zrobiłęm co mogłem , dowidzenia wracam spać&nbsp; . - powiedział i<br />zamkną drzwi.]]></description>
<pubDate>Sobota 21 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 21 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.sztacheta.pun.pl/viewtopic.php?pid=34#p34</link>
<guid isPermaLink="false">34@http://www.sztacheta.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[ROZDZIAŁ I&nbsp; &nbsp;-&nbsp; PRZYGANIAŁ KOCIOŁ GARNKOWI&nbsp; &nbsp;<br />ernest jak co rano poszedł na miasto coś zjeść . Idąc ulicą poczuł ten piękny zapach pieczonej gęsi , wydobywający się z <br />karczmy gwiazda polarna.Że nie jadł jeszcze śniadania postanowił wstąpić (niedawno udało mu się nareszcie gwizdnąć komuś<br />portfel)W środku było dość pusto za barem stał ubrany w lnianą , podartą koszulę i fartuch - zresztą jak zwykle barman, czy<br />szcząc szklanki . był to stary znajomy ernesta , znali się już ze szkoły i na codzień często&nbsp; widywali , lecz ostatnio czas<br />nie pozwalał by mógł sięzobaczyć z Fredem , ponieważ był on zajęty karczmą , ostatnio coraz więcej ludzi przychodzi tu od<br />kiedy zasmakowali pysznej gęsi przepisu Freda , niby zwykła gęś , a smakuje tak podejrzanie niesamowicie.W rogu komnaty<br />siedział Alagan zajadając ze smakiem zupę z oczów trolla.<br />-hoho nasz pedalski koleszka wreszcie nas odwiedził - powiedział barman<br />-Ano tak Fredziu - odpowiedział równie ciepło - poczułem wspaniały zapach pieczącej się gęsi i nabrałem apetytu.-<br />-Za pół godziny powinna być gotowa , a jak tam tobie życie leci?-<br />-nie za dobrze , po ostatnim incydencie wyrzucono mnie ze stowarzyszenia kieszonkowców , tak jak ciebie,teraz kradne 50% mniej<br />dziś na przykład zrabowałem tylko 2 monety i jakiś stary pierścionek.-<br />-cóż lecz ja wyleciałęm za niewinność nie to co ty.-<br />-właśnie , co tak wogóle zrobiłeś?-<br />-hmmmm.... niewiele osób o tym wie i moze wiedzieć ale tobie powiem jak byłemu czlonkowi stowarzyszenia.- odparł pułszeptem<br />fred - podobno jestem zamieszany w tą ucieczke tego złodzieja tajemnych ksiąg z całego świata , widziano mnie na miejscu <br />ucieczki jako jedynego a , zostałem wyrzuony za wspieranie konkurencji w naszem świecie złodzieji , bo niby mu pomagałem .-<br />-coż widać że nei znali cię na tyle dobrze by stwierdzić iż nie jesteś&nbsp; do takich czynów skłonny, dobrze że chociaż masz karczmę-<br />-no właWłaśnie z tym jest problem - powiedział zmartwionym tonem właściciel karczmy - ostatnio u mnie w piwnicy odkryto jakąś kry<br /><br />kryptę , mnóstwo trupów , i oni chcą to przeszukać i zobaczyć czy nie ma czegoś co można zaliczyć do ,,skarbów przeszłości ,,-<br />-No i co w tym złego - zapytał zdziwionym tonem Ernest.<br />- bo od kiedy odnalezniono ten podziemny system krypt mój dom zaczął nawiedzać jakiś duch.-<br />-DUCH!!!To czemu nie powiesz tego królowi i jego ekipie ?-<br />-Bo wtedy na 100% zabiąrą mi mój biznes a nigdnie nie ma tak dobrego miejsca jak karczma w centrum miasta.-<br />-ale nie moge wyjść z podziwu , że sie nie boisz bo ja to oczywiste.-<br />-naprawde?nie kojarzysz mi się raczej z odwagą.... oprócz pedałek mówią na ciebie tchórz .-<br />- po pierwsze pedałęk to mam na nazwisko , po drugie nie boje się niczego oprócz szczeniaków ,bananów , ludzi , zwierząt<br />i kości.Mogę się założyć&nbsp; , że dłużej wytrzymam w tym domu niż ty ! -<br />-spoczko o co zakład ?-<br />-przez miesiąc będziesz mi dawać obiady za darmo jak przegrasz , a jak wygrasz będe ci oddawał co drugą ukradzioną monete<br />przez miesiąc , stoi?-<br />-stoi!-<br />Potem karczmarz poszedł do kuchni i przyniósł gęś.<br />-O! co tak szybko miało być jeszcze pół godziny - powiedział ernest nieustannie patrząc na jego dziwnie , jakby poparzone <br />ręce.wziął swoją porcje i podszedł do stołu gdzie jadł Alagan.<br />-ach ernest jakiś ty pewny siebie tak i głupi, nie wierze , że nie boisz się ducha - powiedział elf<br />-Oczywiście , że się boje z histori słyszałem , że duchy opętywały ludzi , lecz to są stare hitorie , duchów poza lasem <br />goblinów nie widziano już tyle setek lat!.- odrzekł ernest.<br />-posłuchaj mojej rady i nie przyjmuj wyzwania jeśli ci życie miłe , Fred ze strachu przed duchem sypia u mnie a kiedyś jak<br />prszyszedłem&nbsp; i poprosiłem o nocleg to w nocy słyszałem dziwne huki i łomoty z podziemi.- powiedział Alagan.<br />-A ja ci mówie , że duchów nie ma , i musi być inne logiczne wytłumaczenie tej sytuacji- powiedział uparcie Pedałek.<br />-dobra tylko jak coś pamiętaj , ja ostrzegałem .-<br />-nie zrzędz alaguś , nie zrzędz , smacznego .-<br />Słowa Alagana wzbudziły niepokój u ernesta , to mogłą być prawda ,ale już się założył.Zresztą zaciekwaiło go jak można by<br />racjonalnie wyjaśnić te historie , opróczy wygrania zakładu ernest chciał pomóc Fredowi.]]></description>
<pubDate>Sobota 21 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 21 GrudzieĹ</comments>
</item>
</channel>
</rss>
